Some people keep wondering,
Some people long without knowing,
Some people never found the answer.
Some people long without knowing,
Some people never found the answer.
___________________________________________________________________________
Długo wyczekiwana przez fanów fascynującej, czarodziejskiej gry
sportowej- quidditcha sobota, nadeszła, przynosząc wraz z sobą mroźny poranek oraz słońce,
którego promienie wesoło iskrzyły się w śniegu. Malowniczy krajobraz obejmował
całe błonia, zamek, a także stadion, na którym w niedługim czasie odbyć się
miał mecz pomiędzy domami- Hufflepuffem, a Gryffindorem.
Hermiona
właśnie wchodziła po schodach razem z Draco Malfoyem, z którym jej kontakty
poprawiły się znacznie po tym, jak się pogodzili. Ponownie zaczęli rozmawiać i
zbliżać się do siebie, pomimo wszystkich wcześniejszych kłótni i burz.
-
Idziesz na mecz?- spytała Herm, spoglądając na mega przystojnego, blond
chłopaka. Wolałaby wszystko, niż przyznanie się do tego, że Draco podobał jej
się, ze względu na wygląd. Ale czy na pewno?
- Taaa, trzeba podpatrzeć
taktykę Gryfonów…- powiedział otwarcie. Ktoś musiał w końcu się za to wziąć.
- Zapobiegliwi ślizgoni-
mruknęła brązowowłosa, uśmiechając się nieznacznie.
- Trzeba, kochana, trzeba-
powiedział pewny siebie, chłopak.
*
* *
-Dzisiejszy
mecz, rozpoczął się przejęciem kafla przez Ginny Weasley- krzyknął emocjonalnie
Terry Boot, który podjął się zadania komentowania dzisiejszego meczu.- Przeciw
sobie grają Gryffindor, na czele z Harrym Potterem oraz Hufflepuff, którym
przewodniczy Zachariasz Smiths.
-Pozer-
mruknął Draco, w trakcie gdy komentator pomachał do swojej dziewczyny,
siedzącej obok niego- Hermiony.
Miona
wesoło odmachnęła Terry’emu i mimo, że słyszała to co powiedział jej towarzysz,
zignorowała to. Przecież nie chciała znów się kłócić, bo…bo po prostu jej się
nie chciało.
Całą
sytuację oglądał ze swoim firmowym uśmieszkiem Blaise Zabini. Niezwykły talent
obserwatorski, który co najmniej raz na kilka dni, uświadamiał go, co dzieje
się pomiędzy tą dwójką. Czy nienawiść nagle może przejść w koleżeństwo i
przyjaźń? A jeśli tak, to czy może przeistoczyć się w miłość? O tym mieli się
dopiero przekonać…
-
70 d0 70. Ginny Weasley bije dziś wszelkie rekordy. Oo, ona znów jest pod bramką
i taaaak szczela, co za dziewczyna- rozentuzjonował się Terry, rozmarzonym
wzrokiem pędząc za lecącą na miotle dziewczynie.- 80 do 70. Dalej GRYFFINDOR!-
ryknął, ale widząc karcące spojrzenie profesor McGonagall, zamilkł szybko,
uśmiechając się pod nosem.
Pewne
diabelskie oczy wędrowały za szybującą, rudowłosą pięknością, rozmarzając się
przy tym niesamowicie. Piękna i idealna w każdym calu…
-
Harry Potter zmierza ku zniczowi- rzucił Boot.- Ach, jednak nie- jęk wyrwał się
z gardeł Gryfonów. W końcu Puchni wcale im nie odpuszczali.
- Jak Ci gryfoni dzisiaj grają,
tragedia- powiedział Blaise w stronę Draco.
-No, rozmieciemy ich- odrzekł
lekko i widząc karcące spojrzenie Miony, uśmiechnął się lekko.
-Ej, wcale nie gramy źle…- Miona
spojrzała na drużynę w czerwonych szatach, która właśnie lekko przecinała
powietrze.
- No jedynie Ruda i Potter mają
coś do powiedzenia, ale reszta…- rzekł Diabeł.
-Czepiacie się- uśmiechnęła się
dziewczyna.
- Mionko, Mionko, to cała
prawda- mrugnął do niej Blaise, a Smok skomentował to jedynie prychnięciem.
- Dracze, nie bądź zazdrosny,
nie porwę twojej Granger- zapewnił Zabini, uśmiechając się przebiegle, a
Hermiona zarumieniła się uroczo.
- Diable, ostrzegam Cię, jedno
słowo…
-
Hufflepuff strzela… i tak Ron Weasley znowu nie obronił. Szkoda, że nie
reprezentuje formy swojej fenomenalnej siostry- powiedział zawiedziony Boot.
-
Oj tam, Malfoy jest po prostu zazdrosny o Ciebie, Diabełku- dodała lekko Herm,
na co wraz z czarnoskórym chłopakiem wybuchli śmiechem.
- Harry Potter trzyma w ręku
Złoty Znicz, tym sposobem Gryffidor wygrywa 240 do 190. Dobra robota- zakończył
Terry Boot.
- No i przegapiliśmy większość
meczu- powiedziała Hermiona, trochę zawiedziona.
-I tak nie było co oglądać-
dopowiedział Draco, a Blaise przytaknął mu.
Zeszli
z trybun, a ku nim zbliżała się roześmiana Wiewiórka.
-Gratulacje Ginny- krzyknęła
przyjaciółka i uściskała ją serdecznie.
- Tak, tak, było genialnie-
powiedział Zabini.- Też dostanę przytulasa?- spytał z dziecinną nadzieją w
swych zielonych oczach. Ruda pokręciła tylko głową, ale objęła uradowanego
chłopaka.
-Dobra, idę do szatni-
powiedziała i odeszła. Po drodze minęła Harry’ego, całującego się z jakąś
Krukonką. Coś niemiłego delikatnie ukłuło ją w okolicy serca, ale uczucie to
jak szybko się pojawiło, tak szybko znikło.
*
* *
-
Dobrze było- powiedział Ron, trochę denerwując się nieobecnością Harry’ego,
który właśnie w jakimś zakątku boiska, całował się z nową dziewczyną- Isobel MacDougal. W tym momencie do
pomieszczenia wkroczył kapitan drużyny Gryffindoru, Chłopiec, który przeżył.
- No więc, drużyno, było dobrze…- rozpoczął Potter, nieświadomie
powtarzając słowa przyjaciela jednocześnie wiedząc, że do „dobrze” w porównaniu
ze Slytherinem było im daleko.- Musimy trenować, przede wszystkim szybkość i
zwinność- tu spojrzał na Rona- a także siłę-
jego wzrok powędrował na pałkarzy: Natalii McDonald i Jimmy’ego
Peakes’a. – Ginny, grałaś genialnie- uśmiechnął się blado- wy również- wskazał
na resztę ścigających.
Wszyscy uśmiechnęli się.
Mimo wszystko atmosfera w drużynie
Gryffindoru nie była najweselsza, a szczególnie między Harrym, Ginny i Ronem.
Jednak wszystko zmierzało do zaprzestania niemiłych konfliktów.
*
* *
Zapadł zmrok. Dzień skrócił się
znacznie, obdarzając Hogwart nieznacznymi promieniami słońca. Coraz szybciej
robiło się ciemno, a pogoda na zewnątrz stawała się z dnia na dzień
mroźniejsza. Szum wiatru można było wyraźnie dosłyszeć zza długich zasłon,
które zdobiły okno Pokoju Wspólnego prefektów naczelnych.
Hermiona siedziała na jednej z kanap
popijając piwo kremowe. Było już późno, a po jej współlokatorze nie było nawet
śladu. Czyżby znowu zasiedział się przy butelce Whisky u Blaise'a? Mógłby
chociaż dać znać, że przyjdzie później. Chwila...Czy ona się o niego matrwi?
Nie ma mowy, niech robi co chce.
Pokręciła głową, by wyrwać się z
rozmyślań o pewnym blondynie, który chyba za często wylegiwał się na falach jej
myśli. Podciągnęła nogi pod brodę wzdychając głęboko. W pomieszczeniu było
ciepło i przytulnie, poprzez blask ognia tlącego się w kominku. Przykuł on
wzrok dziewczyny, chodź nie było w nim przecież nic nadzwyczajnego. Delikatne
światło padało na jej oliwkowe ciało, które okryte było tylko cienką, satynową
koszulką nocną. Sama nie chciała się do tego przyznać, ale w tej pozycji
czekała na tego niezwykle przystojnego Ślizgona. Nie tylko dlatego, by dać mu
ochrzan za to, że tak późno wraca i ktoś mógłby go zauważyć, ale też po to, by
móc spokojnie zasnąć, wiedząc że nic mu nie jest i leży bezpieczny w swoim
dormitorium.
Zamknęła oczy ze zmęczenia, powoli
kierując się drogą do snów, kiedy nagle drzwi od salonu lekko się uchyliły, a w
nich pojawił się jak zwykle podpity Draco. Gdy tylko wszedł do środka jego oczy
dokładnie zbadały każdy centymetr kwadratowy ciała brązowowłosej piękności.
Patrzyła na niego przez chwilę ze
zdziwieniem, aby potem przybrać wyraz twarzy oburzonej małżonki, widzącej
swojego męża wracającego do domu nad ranem z zachwianym stanem trzeźwości,
pachnącego nie przypominających w żadnym stopniu zapachu jego perfum. Wstała z
miejsca i podeszła do niego, czując że zaraz się przewróci. Złapała go za rękę
i pociągnęła w stronę sofy.
-Chyba coraz częściej odwiedzasz
swoją Ognistą wybrankę -zaśmiała się Herm.
-To
odwzajemniona miłość -mruknął z uśmiechem Malfoy.
-Ale jaka
kosztowna -Miona uniosła jedną brew ku górze.
Zawsze
musiała się wymądrzać -pomyślał chłopak. -Dla prawdziwej miłości nie cofnę
się przed niczym -musiał się jej jakoś odgryźć.
Hermiona tylko posłała mu swój
ironiczny uśmiech i skierowała się w stronę jednej z szafek. Blondyn wyraźnie
obserwował każdy jej ruch. Sposób w jaki się poruszała był niemal prowokujący
do dalszego działania. To, jak subtelnie czarowała biodrami, sprawiając że jej
sylwetka kołysała się jak jedna z najpiękniejszych piosenek unoszących się w
powietrzu. Koszulka jaką miała na sobie dodatkowo podkreślała jej idealną
figurę. Och, ogarnij się człowieku
-starał się wyrwać od myśli, które spadały przed nim jak kłody, starając się go
zatrzymać przed ucieczką. Brązowowłosa odwróciła się, w ręku trzymając fiolkę
eliksiru na kaca.
-Trzymaj -rzuciła buteleczkę w jego
kierunku. -Jutro będziesz mi dziękował -uśmiechnęła się pod nosem.
-Jestem w
stanie już dzisiaj -złapał ją, poczym wstał i podszedł do Gryfonki. -Dziękuję
-szepnął jej prosto do ucha. Miona poczuła ciarki na ciele, i dziwne ukłucie w
okolicach serca. Nie powinna tak zareagować, dobrze o tym wiedziała.
-Nie ma za co
-starała się udać obojętność na ten czyn, poczym wróciła, by dopić swoje piwo.
Draco oparł się nonszalancko o szafkę, przyglądając się dziewczynie.
-Rodzice na pewno są z ciebie dumni,
widząc, na jaką piękną i mądrą dziewczynę wyrosłaś -sam nie wiedział, czemu te
słowa nie zatrzymały się w jego głowie, a wyciekły na język. Mimo wszystko
dalej przyglądał się zdziwionej Mionie.
-Muszę
powiedzieć Diabłu, żeby ograniczył ci widzenie się z twoją "miłością"
-uśmiechnęła się i usiadła na swoim miejscu.
-No już
przestań -roześmiał się Smok i zdjął łokieć z półki.
-Moi rodzice
nie żyją… Za to Twoi, na pewno tak samo są zachwyceni. Panem arystokratą,
wybitnym szukającym i na dodatek obiektem westchnień tych pustych dziewczynek.
Synek idealny.
-Ta...nawet nie
masz pojęcia jak jest u mnie -spuścił głowę w dół i po chwili usiadł obok Herm.
-To mnie oświeć
-spojrzała na niego z wyczekiwaniem. Zapadła chwila ciszy, poczym blondyn się
odezwał.
-Nigdy nie było
tak, jak innym się wydawało -westchnął. -Takie miało być pierwsze wrażenie i
musze przyznać, że udało im się go wywrzeć na wszystkich -zatrzymał się, poczym
kontynuował. -Tak na prawdę byłem i jestem ze wszystkim sam -wypowiedział te
słowa prawie szepcząc. Wyglądał wtedy jak pokrzywdzony dzieciak, który nigdy
nie zaznał miłości i nie miał prawdziwego dzieciństwa. -Ojciec zawsze nam
rozkazywał. Musiało być zawsze tak jak on chciał, bo w przeciwnym wypadku wpadał
w furię godną samego Voldemorta. Nie kochał mnie, ani mamy. Wydaje mi się, że
chciał tylko utrzymać nasz ród i pilnować, żeby przypadkiem nazwisko
"Malfoy" nie straciło na swojej chwale -ironiczny uśmiech pojawił się
na jego twarzy. -Co ja gadam, jaka to chwała, jak to nazwisko od razu kojarzy
się ze śmierciożercami -oparł głowę o ręce.
-To wcale nie
jest tak...-starała się pocieszyć jakoś chłopaka.
-A jak?
-spojrzał jej prosto w oczy. -To chyba przez to nigdy nie dostałem szansy.
Hermiona poczuła żal i smutek. Lata
nienawiści już dawno poszły w zapomnienie a teraz po prostu miała ochotę go
przytulić.
-Szansy na co? -spytała drżącym
głosem, jakby bała się, że wywoła Akromantulę z lasu.
-Na normalne
życie. Na możliwość dokonywania własnego wyboru, na decydowanie samemu za
siebie, na wolność, na miłość... – cieszył się, że mógł to wszystko powiedzieć,
tak właśnie jej. Bo wiedział, że zrozumie, że zobaczy, dlaczego zachowywał się
tak a nie inaczej. Nie chciał się usprawiedliwiać, on po prostu chciał, żeby
miała świadomość, co nim kierowało, czemu to robił.
Gryfonkę wstrząsnęło wyznanie Draco.
Widać było, że otworzył się przed nią. Powiedział jej coś, co od dawna skrywał
głęboko w sobie. Miała wrażenie, że ulżyło mu, gdy mógł wreszcie z kimś o tym
porozmawiać. Ale dlaczego padło na nią? Dlaczego to właśnie jej powiedział o
czymś, co trapi duszę tak bezwzględnej istoty jak Malfoy. Wyrwała się z transu,
czując wyraźną obecność chłopaka. Zapach jego perfum zaszumiał jej w głowie, jak
dobra whisky. Zaczął zbliżać się do niej, powoli i ostrożnie, najwidoczniej
bojąc się o to, żeby jej nie spłoszyć. Przysunął się do jej ust, z nadzieją, że
będzie mu dane znów poczuć to spełnienie, które wypełniało go za każdym razem,
gdy to robił. I ten smak, tak, malinowy...
_____________________________________________________________________________
Witamy kochani :)
Będzie hejt za zakończenie, ale cóż, też Was kochamy <3
Przepraszamy za opóźnienie, tak wyszło, że Pyskata chora, a Lúthien przygotowuje się( hahahah xD, no już) do olimpiad i tak to jest, niestety :(
Komentujcie, komentujcie, a będzie Wam dane XD
Pozderki,
Lúthien, Pyskata ;**
GG: 9122505
Przebaczqm wam xD niw no zartuje nic się nie stało, wiem jak to jest sama do piątku uczyłam się nieustannie xD
OdpowiedzUsuńRozdział swietny:)
Weny:)
Pozdrawiam,Lili:)
panstwoweasley.blogspot.com
Rozdział świetny.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się moment (chociaż krótki), w którym Blaise mysli o Ginny. Jak go czytałam, to się normalnie cały czas uśmiechałam ;)
Mam nadzieję, że jest już coraz bliżej momentu, w którym Draco i Miona wyznają sobie swoje uczucia. Jak ja na to czekam!
No i fajnie, że Malfoy otworzył się trochę przed Mioną, może alkohol mu pomógł, ale zawsze to jakiś krok do przodu ;)
Pozdrawiam
I Terry wejdzie, fajnie jakby wszedł :D Tak tylko mówię.
OdpowiedzUsuńRozdział fajny, spodobał mi się. Szkoła to zło ;)
Życzę weny i czekam na next. Oraz zapraszam do siebie. wbrewwszystkim.blogspot.com
Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział:)
OdpowiedzUsuń-----
clover.
http://hgranger-dmalfoy.blogspot.com/
Super rozdział! :-)
OdpowiedzUsuńMega rozdział :D
OdpowiedzUsuńAle żeby w takim miejscu przerwać...
Zbrodnia! Taka chwila??? :((((((
OdpowiedzUsuńAle rozdział Świetny!!!!! Albo lepszy... Nie no... jest Zajebisty!!!!
Ojoj... Biedny Draco.
OdpowiedzUsuńAle to z jego 'dziewczyną' było... świetne!
Czekam na kolejne rozdziały!!
Rozdział jest świetny♥ Jak zwykle zresztą ;D Niecierpliwie czekam na więcej ;*
OdpowiedzUsuńA ona ma chłopaka... Xd
OdpowiedzUsuń