sobota, 3 listopada 2018

Listopadowy wieczór

As I think about those years
And I whisper in your ear
I'm always going to be right here


Wieczorem 1 listopada, cmentarz jest miejscem nostalgii, ciemności, a przede wszystkim samotności wśród ludzi, którzy wpatrują się w nagrobki swoich bliskich. Mało kto jednak czuje to, co ja, gdy po ponad 40 latach stoję przy grobie swojej zmarłej żony.

Patrzę na czarno-białe zdjęcie i taką ją pamiętam. Poważną, piękną, młodą. Czuję, jakbym wrócił do tych krótkich miesięcy, które dane nam było razem przeżyć. Dzisiaj, jej grób jest pełen kwiatów i zapalonych zniczy, cały cmentarz świeci tym smutnym blaskiem. Mimo to, ja wciąż widzę jedynie miejsce jej spoczynku. Spoczynku, do którego się przyczyniłem.

Minęło tyle lat, jednak moja pamięć zachowała dawne wydarzenia bardzo wyraźnie. Byliśmy świeżo po ślubie, młodzi i tak bardzo zakochani, szaleni. Moglibyśmy zdobyć świat, śmiejąc się w głos. Łzy płyną po mojej twarzy, gdy przypominam sobie ów wieczór.

Wybraliśmy się na krótką przejażdżkę motocyklem, ot tak, żeby przewietrzyć młode umysły. Nie mogłem przewidzieć tego, że motocykl zawiedzie, że wpadniemy w poślizg, że oboje zostaniemy wyrzuceni w powietrze. I dałbym wszystko, żeby to ona przeżyła. Wszystko, żeby zwrócić życie do jej młodej piersi.

Udało mi się pokonać demony, które zawładnęły mną po jej śmierci. Ułożyłem sobie życie, znalazłem osobę, w której widziałem choć cząstkę mojej zmarłej żony. Moje czoło znaczy wiele zmarszczek, jednak oczy wciąż pamiętają uśmiech, który potrafił rozświetlić ciemności.

Mija kolejny rok, a ja wciąż nie mam odwagi przyjść do niej za dnia, więc stoję u stóp jej grobu, kładąc na nim kwiaty – te, które najbardziej lubiła. Patrzę w płomienie i wspominam chwile, które udało nam się spędzić razem oraz żałuję tych, które nam brutalnie odebrano, zanim jeszcze zdołały się wydarzyć.

Wszystko, co udało mi się w życiu osiągnąć, wydaje się niczym, gdy wracam kilkadziesiąt lat wstecz i myślę o tym, jak wyglądałoby jej życie, gdybym to ja odszedł wtedy na zawsze.
_____________________________________________________________
Historia opowiedziana powyżej nie jest Dramione, ale jest oparta na faktach autentycznych oraz na mojej obserwacji z wieczoru 1 listopada. 
Miło byłoby przeczytać jakiś komentarz, dawno mnie tu nie było ;)
Pozdrawiam i ściskam wszystkich, którzy tu czasami zaglądają, 
Lúthien ;*