niedziela, 6 grudnia 2015

Miniatura XXI (18+)

Ever since my baby went away
It's been the blackest day
All I hear is Billie Holiday 
It's all that I play
_____________________________________________

Moje myśli są zasnute mgłą. Nie wiem, co robię.

Wciąż ją widzę, gdy przyciskam jej ciało do ściany mojego mieszkania. Ma szeroko otwarte oczy i oddycha ciężko. Ale ja już nie potrafię przestać. Chcę dotknąć jej ciała, chcę ją pocałować, chcę by zaczęła przeze mnie krzyczeć.

Przyciskam swoje usta do jej, moja dłoń wplata się w brązowe loki. Gdy rozchyla wargi, wsuwam między nie język i prawie jęczę z rozkoszy. Smakuje winem, którego kieliszek dopiero wypiła.

Oddaje pocałunek i zaczyna wplatać swoje dłonie w moje włosy. Czuję dreszcze, gdy ociera się o nagą skórę. Zaczynam coraz gwałtowniej dotykać jej pięknego ciała.

Biorę ją na ręce i niosę w stronę sypialni. Zasysam jej dolną wargę, a ona wydaje z siebie słodki jęk. Kładę ją delikatnie na łóżku i odsuwam się, zdejmując koszulkę. Ona robi to samo, moje dłonie lądują na jej piersiach, zaczynam ściskać je i szczypać.

Przyciąga mnie do siebie i zaczyna całować mocno, a jej nogi oplatają moje biodra. Mój członek zesztywniał i zaczął boleśnie uciskać spodnie. Zdejmuję jej stanik, a ona zaczyna zsuwać to, co pozostało.

Moje pocałunki schodzą coraz niżej na brzuchu, aż w końcu rozpinam jej spodnie i rzucam je w daleki kąt pokoju. Moja dłoń zaczyna bawić się jej kobiecością. Coraz głośniejsze jęki wypełniają pomieszczenie.

Ale ona nie jest wcale taka niewinna, na jaką wygląda. Masuje mojego penisa przez materiał bokserek. Czuję się jakbym odpływał, nie ma nic innego, prócz jej dłoni w tym miejscu, jej ust na moich ustach i jej ciała pod moim ciałem.

Oboje zdejmujemy z siebie ostatnie części garderoby i ona przejmuje inicjatywę. Rzuca mnie na plecy i siada okrakiem na moich udach. Bijące od niej ciepło drażni moją skórę.

Pochyla się nade mną i znów całuje mnie mocno. W tym samym czasie łapie mój członek i powoli wprowadza w głąb siebie. Obojgu nam wyrywa się okrzyk i zaczynamy ostateczny taniec ciał.

Unosi się nade mną, jej piersi kołyszą się. Trzymam ją za biodra, kontrolując jej ruchy. Nasze oddechy są urywane, głośne.

Powoli zbliżam się do końca. Czuję jak zaciska się na mnie, zaczyna krzyczeć, gdy dosięga ją orgazm. Odlatuję i dochodzę wewnątrz niej, znaczę ją.

Kilka minut później opadamy wymęczeni. Daję jej długiego całusa.

- Jesteś tylko moja – mówię szczęśliwy, obejmuję ją mocno i zasypiam.

Ale kiedy się budzę, jej już nie ma.

Na stoliku leży skrawek kartki.

Wpadam w szał, gdy czytam słowa. W ścianie pozostaje wgłębienie, a moja pięść krwawi.

W dłoniach ściskam kawałek papieru, marne słowo, wyrażające fałszywą skruchę. „Przepraszam” pisane zgrabnym, kobiecym pismem.

- Niech Cię cholera, Granger – mruczę do siebie. – Jeszcze Cię znajdę.
_________________________________________
Prezent na Mikołajki ode mnie :P
To jeszcze nie koniec :) 
Lúthien 

6 komentarzy:

Jeżeli już tu jesteście, pozostawcie po sobie jakikolwiek ślad ;)