niedziela, 6 grudnia 2015

Miniatura XXI (18+)

Ever since my baby went away
It's been the blackest day
All I hear is Billie Holiday 
It's all that I play
_____________________________________________

Moje myśli są zasnute mgłą. Nie wiem, co robię.

Wciąż ją widzę, gdy przyciskam jej ciało do ściany mojego mieszkania. Ma szeroko otwarte oczy i oddycha ciężko. Ale ja już nie potrafię przestać. Chcę dotknąć jej ciała, chcę ją pocałować, chcę by zaczęła przeze mnie krzyczeć.

Przyciskam swoje usta do jej, moja dłoń wplata się w brązowe loki. Gdy rozchyla wargi, wsuwam między nie język i prawie jęczę z rozkoszy. Smakuje winem, którego kieliszek dopiero wypiła.

Oddaje pocałunek i zaczyna wplatać swoje dłonie w moje włosy. Czuję dreszcze, gdy ociera się o nagą skórę. Zaczynam coraz gwałtowniej dotykać jej pięknego ciała.

Biorę ją na ręce i niosę w stronę sypialni. Zasysam jej dolną wargę, a ona wydaje z siebie słodki jęk. Kładę ją delikatnie na łóżku i odsuwam się, zdejmując koszulkę. Ona robi to samo, moje dłonie lądują na jej piersiach, zaczynam ściskać je i szczypać.

Przyciąga mnie do siebie i zaczyna całować mocno, a jej nogi oplatają moje biodra. Mój członek zesztywniał i zaczął boleśnie uciskać spodnie. Zdejmuję jej stanik, a ona zaczyna zsuwać to, co pozostało.

Moje pocałunki schodzą coraz niżej na brzuchu, aż w końcu rozpinam jej spodnie i rzucam je w daleki kąt pokoju. Moja dłoń zaczyna bawić się jej kobiecością. Coraz głośniejsze jęki wypełniają pomieszczenie.

Ale ona nie jest wcale taka niewinna, na jaką wygląda. Masuje mojego penisa przez materiał bokserek. Czuję się jakbym odpływał, nie ma nic innego, prócz jej dłoni w tym miejscu, jej ust na moich ustach i jej ciała pod moim ciałem.

Oboje zdejmujemy z siebie ostatnie części garderoby i ona przejmuje inicjatywę. Rzuca mnie na plecy i siada okrakiem na moich udach. Bijące od niej ciepło drażni moją skórę.

Pochyla się nade mną i znów całuje mnie mocno. W tym samym czasie łapie mój członek i powoli wprowadza w głąb siebie. Obojgu nam wyrywa się okrzyk i zaczynamy ostateczny taniec ciał.

Unosi się nade mną, jej piersi kołyszą się. Trzymam ją za biodra, kontrolując jej ruchy. Nasze oddechy są urywane, głośne.

Powoli zbliżam się do końca. Czuję jak zaciska się na mnie, zaczyna krzyczeć, gdy dosięga ją orgazm. Odlatuję i dochodzę wewnątrz niej, znaczę ją.

Kilka minut później opadamy wymęczeni. Daję jej długiego całusa.

- Jesteś tylko moja – mówię szczęśliwy, obejmuję ją mocno i zasypiam.

Ale kiedy się budzę, jej już nie ma.

Na stoliku leży skrawek kartki.

Wpadam w szał, gdy czytam słowa. W ścianie pozostaje wgłębienie, a moja pięść krwawi.

W dłoniach ściskam kawałek papieru, marne słowo, wyrażające fałszywą skruchę. „Przepraszam” pisane zgrabnym, kobiecym pismem.

- Niech Cię cholera, Granger – mruczę do siebie. – Jeszcze Cię znajdę.
_________________________________________
Prezent na Mikołajki ode mnie :P
To jeszcze nie koniec :) 
Lúthien 

poniedziałek, 2 listopada 2015

Miniatura XX: "Już wiem"

Oh my heart it breaks every step that I take
But I’m hoping at the gates
They’ll tell me that you’re mine
____________________________________________

Patrzę na Nią wśród kolorowych świateł. Głośne dźwięki ogłuszają moje ciało, ale moje oczy wiedzą, czego szukają.

Szukają Jej.

Kolejny raz Ją widzę, właśnie tutaj, znowu ma na sobie sukienkę. Ta jest całkiem inna od poprzedniej. Delikatna, zwiewna, adekwatna do gorącego wieczoru, który nas otacza. Tańczy z kimś. Nie wiem, kim on jest, ale chcę Ją od niego odciągnąć.

Gdyż to ja powinienem być na jego miejscu.

Wszystkie inne ciała zlewają się, twarze niczym się od siebie nie różnią. Jedynie Ona jest wyraźna, widzę każdy szczegół, który składa się na Jej obraz.

Odsłonięte ramiona, nogi, szyja, rozpuszczone włosy pokręciły się od wilgotnego powietrza, szminki już dawno nie ma na Jej ustach, paznokcie są krótko obcięte, oczy są zmęczone, ale wciąż żywe.

Niespodziewanie i Ona odwraca się w moją stronę, a w spojrzeniu błyska rozpoznanie. Uśmiecha się, prawie zwalając mnie tym z nóg.

Już wiem, że będzie moja, choćbym miał poruszyć niebo i ziemię.

* * * 

Piję za dużo, ale nie jestem w stanie się opanować. Moje ciało rwie się w Jej stronę, aż w końcu wygrywa i biorę Jej dłoń. Zaczynamy tańczyć. To dopiero początek. Noc trwa, ale świt zaczyna nas doganiać.

Nie powinienem Jej o to prosić. Całuje mnie delikatnie przez ulotną chwilę.

I już wiem, że kompletnie wpadłem.

* * *

Patrzę na Jej uśmiech. Jest urocza, zawsze gdy zaczyna mówić o czymś z pasją. Ma swoje zdanie, ale szanuje moje, nawet jeśli jest całkiem różne od Jej własnego. Mam wrażenie, że coraz bardziej ulegam.

Trzymam Jej dłoń.

Już wiem, że nigdy nie chcę jej puścić.

* * *

Całuje mnie, a ja czuję narastające pożądanie. Chcę dotknąć każdego skrawka Jej skóry. Wplatam palce w Jej włosy, druga dłoń trzyma Ją za szyję. Nasze usta są złączone, czuję Jej palce w okolicach serca. Wydaje mi się, że czas stanął w miejscu.

Cicho mruczy, a ja staram się opanować.

Już wiem, że pragnę tylko Jej.

* * * 

Czuję, że jakiś zły omen stara się przerwać nasze szczęśliwe chwile. Ona zaczyna się wycofywać. Widzę Ją, ale mam wrażenie, że stoję przy zamkniętej skrzyni, do której złamałem klucz.

Ona mnie uspokaja, mówi, że wszystko jest w porządku. Tłumaczy, że to chwilowe.

Już wiem, że chcę Jej wierzyć.

* * *

Wchodzę no naszego mieszkania. Zimny dreszcz przebiega mi po plecach. Jest cicho i ciemno. Niepokój rozbłyskuje w mojej głowie, a ja zaczynam Jej szukać. Zaglądam do każdego pomieszczenia, ale Jej nigdzie nie ma.

Drzwi naszej sypialni są otwarte, a gdy jestem w środku widzę, że biżuteria leży tam, gdzie zawsze. Otwarta księga pokrywa stolik nocny, a łóżko jest zaścielane.

Wtedy do mojej świadomości dociera straszna prawda.

Rozglądam się po pokoju. Jej zdjęcie stoi na szafce, a czarna wstęga pokrywa ramkę.

Upadam na kolana.

I już wiem, że odeszła.

Moja Hermiona…

_____________________________________________
Witam :)
Dziękuję za komentarze pod rozdziałem. :)
Cieszę się, że jesteście ;*
Wkrótce coś więcej :)
Tymczasem zapraszam na krótką miniaturkę i proszę o komentarze! 
Pozdrawiam, 
L. ;* 

środa, 21 października 2015

Rozdział II: Szansa

Już czas nauczyć się wypatrywać tęczy, gdy pada,
Zwłaszcza, kiedy pada w nas.
A gdy zmrok zapada, mrokowi nie dawać szans
I kierować się ku światłu gwiazd.
________________________________________________

Hermiona wstała rano z lekkim bólem głowy, który był echem poprzedniego wieczoru. Zasnęła dopiero późno w nocy, a przez jej umysł wciąż przelatywała leżąca w torebce wizytówka. Myślała o tym, by zadzwonić na ten numer.

Zrobiła sobie kawę i usiadła z telefonem w ręku. Aż w końcu wybrała numer i nacisnęła zielony przycisk.

- Słucham? – usłyszała męski, zaspany głos. Speszyła się, wiedząc, iż obudziła tego człowieka.

-Dzień Dobry. Czy to pan Anthony Ryder? – spytała, a gdy potaknął, kontynuowała -Dostałam ten numer…

- Skąd go masz? – powiedział nagle rozbudzony głos, a Hermiona trochę zwątpiła.

- Dostałam od barmana w Dragon Moon – odrzekła spokojnie. Głos w słuchawce westchnął delikatnie.

- Możemy umówić się na spotkanie i porozmawiać – zaproponował rzeczowym tonem niejaki Anthony, a Hermiona zaczęła się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze robi. – Oczywiście na tle zawodowym – dopowiedział. – W moim biurze w Dragon Moon.

Zimna kalkulacja, która właśnie odbywała się w umyśle dziewczyny zdecydowała.

- O której mam się zjawić?

- O 21.00.

* * *



- Jak się czujesz tatusiu? – spytała Hermiona, patrząc na jej bohatera, który w tej przerażającej bieli, sam wyglądał jak anioł.

- Dobrze córeczko – uśmiechnął się uspakajająco.

Hermiona odwzajemniła uśmiech. Wiedziała, że poranna decyzja o zadzwonieniu do agencji była słuszna. Nie mogła skazać ojca na los, którym go obdarowano.

- Jak minął Ci wczorajszy dzień, słonko? – spytał tata, oglądając jej szczupłą twarz. – Jadłaś śniadanie?

- Tatoooo, nie martw się o mnie. Jadłam – skłamała, krzyżując palce za plecami.

- Muszę się martwić – powiedział, uśmiechając się ciepło.

Dziewczyna usiadła na łóżku obok leżącego ojca, który złapał ją za rękę. Nie chciała nawet myśleć o tym, że mogłaby go stracić. Zbyt wiele pięknych chwil było jeszcze przed nim, jak i również przed nią.

- O czym myślisz? – zapytał ją ojciec, a jego pobladła twarz wyrażała zainteresowanie.

Hermiona spojrzała na niego i uśmiechnęła się uspakajająco.

- Myślę, że wiem skąd zdobędę pieniądze na zastawkę – wyrzuciła jednym tchem, obserwując reakcję swojego rodzica, który próbował przybrać groźną minę.

- Mionka, mówiłem Ci, że nie ma takiej mowy. Nie będziesz się zaharowywać – powiedział póki co spokojnym tonem.

- To praca tylko na wieczory – powiedziała i uścisnęła jego rękę.

- Co to za praca?

- Tylko pół etatu w elitarnym klubie – wypowiedziała to słowo mając świadomość tego, iż kłamstwo ma bardzo, bardzo krótkie nogi.

* * *

Mieszkanie Narcyzy Malfoy było wyjątkowo eleganckie. Stare meble i piękne, wytłaczane tapety czyniły je miejscem przytulnym i wygodnym. Półki były pełne książek i magicznych zdjęć z pięknych czasów.

Sama Narcyza była niezwykłą czarownicą. Zawsze zaangażowana w sprawy społeczne i tak znajdowała czas dla swojego jedynego syna. Dziś właśnie zaprosiła Dracona na kolację. Miała cichą nadzieję, iż przyprowadzi on ze sobą kogoś więcej, dlatego na stole zawsze pojawiało się dodatkowe nakrycie. Czasem zjawiał się Anthony, który uwielbiał jej kuchnię. Jednak nie jego wyczekiwała ona najmocniej.

Dzwonek zadzwonił i kobieta poszła otworzyć swojemu synowi.

- Witaj mamo – Draco pocałował ją w policzek.

- Cześć synku. Czemu sam? – zapytała. – Myślałam, że przyjdzie z Tobą Tony.

- Niestety miał spotkanie służbowe – odpowiedział, siadając przy stole. – Mhm, ale pyszności.

Narcyza uśmiechnęła się. Czas, gdy Lucjusz odszedł z ich życia, stał się najpiękniejszymi, radosnymi chwilami.

* * *

Hermiona wyszła spod prysznica, coraz mocniej się stresując. Wzięła różdżkę i wysuszyła swoje blond włosy. Zrobiła makijaż i ubrała się w czerwoną sukienkę przed kolano. Wiedziała, że wygląda bardzo wyzywająco, jednak taki był cel. Musiała zdobyć pieniądze dla ojca. Za wszelką cenę.

Tak bardzo żałowała wielu sytuacji ze swojego życia, ale nigdy, przenigdy nie chciałaby mieć innych rodziców. Mamę już straciła. Nie pozwoli umrzeć i ojcu, który był jedynym stałym elementem w jej życiu.

Wyszła z mieszkania i teleportowała się w uliczkę przy Dragon Moon. Jak najszybciej opuściła ciemny zaułek i stanęła w krótkiej kolejce do wejścia.

- Powodzenia – szepnęła do siebie.

* * *

- Moja przyjaciółka po raz kolejny została babcią – powiedziała podekscytowana Narcyza, gdy odłożyła list. – To dopiero radość.

Draco spojrzał krzywo na mamę.

- Czy to jakaś insynuacja? – spytał, uśmiechając się do niej.

- Ależ skąd – odpowiedziała, upijając łyk wina. – Naprawdę chciałabym mieć wnuka – rozmarzyła się. – Albo wnuczkę.

- Przyjdzie na to czas – odrzekł Draco, jak zawsze, gdy na wierzch wypływał właśnie ten temat.

- Mam nadzieję – powiedziała sugestywnie Narcyza, szturchając syna.

* * *

Hermiona stanęła pewnie przy barze. Nie miała pojęcia, gdzie ma się kierować, ale kiedy barman ją zauważył, sam podszedł i przeprowadził ją na tyły klubu, do drzwi z napisem „biuro”.

- Powodzenia, ślicznotko – rzekł i odszedł.

Dziewczyna wzięła kilka głębokich oddechów, zapukała i weszła.

* * *

Anthony siedział przy biurku, czekając na nową kobietę. Mieli ze Smokiem niemałe problemy. Brakowało mu konkretnej sztuki, która maksymalnie zadowoli Maxa, a takich było naprawdę mało. Wszystko sprowadzało się do tego, iż Max nie grał czysto. Musieli mieć się na baczności na każdym kroku.

Rozmyślania przerwało pukanie do drzwi, a chwilę potem pojawiła się w nich średniego wzrostu blondynka w krwistej sukience. Tony’emu dosłownie opadła szczęka.

- Dobry wieczór – odezwała się, skupiając swój wzrok na jego twarzy.

- Dobry wieczór – odpowiedział, uśmiechając się zachęcająco. – Usiądź proszę. Jak masz na imię?

- Elizabeth – zdradziła, sadowiąc się naprzeciw niego.

- Rozumiem, że jesteś dziewczyną, która dzwoniła do mnie rano? – spytał, gapiąc się na nią jak w obrazek. Zdążył pojąć, iż rozwiązanie problemów jest w zasięgu ręki. Należy to tylko dobrze rozegrać.

- Tak.

- Wspaniale – odpowiedział. – Pewnie chcesz spytać, na czym to wszystko polega? – Gdy potaknęła, kontynuował. – W tych całych usługach towarzyskich chodzi o to, byś towarzyszyła mężczyznom w spotkaniach, typu: bale, wernisaże, również te prywatne imprezy.

- Rozumiem. Jak ze stawką? –spytała, a Tony prawie podskoczył z radości.

- Od 2000 do 5000 za konkretne spotkanie. Wszystko zależy od tego jakie ono było – odpowiedział, uspakajając się.

- Mogę odejść w każdym momencie?

- Tak, jeśli coś Ci nie odpowiada mówisz o tym mi, bądź Smokowi i rozwiązujemy problem – wytłumaczył. – Smok to mój wspólnik. Będę prosił tylko o Twoje CV.

- Żaden problem, podeślę jeszcze dziś – odpowiedziała, uśmiechając się grzecznie.

- W takim razie dziękuję i do zobaczenia – powiedział i uścisnął małą dłoń swojej nowej pracownicy.


Elizabeth opuściła gabinet, pozostawiając zadowolonego z siebie Anthony’ego w samotności.

________________________________________________
Witam :)
Mam nadzieję, że dzięki temu choć jednej osobie dzień stanie się lepszy.
Pozdrawiam, 
L. ;*


sobota, 26 września 2015



"ja sięgam wgłąb szuflady po ołówek
aby spisać joint pod którąś ze starych próbek,
nagle opieram dłoń o podbródek, 
przychodzi on
i już wiem, że dziś nie napisze nic."

sobota, 25 lipca 2015

Rozdział I: Gorzka rzeczywistość

I don’t even know what I’m saying 
But I’m praying for you
___________________________________________



- Ale skarbie, dlaczego to robisz? – spytała dziewczyna, a Draco spojrzał na nią, jakby widział ją po raz pierwszy.

- Przecież ci mówiłem, że to będzie tylko jednorazowy numerek – powiedział, przewracając oczami. Powoli tracił cierpliwość.

- Przecież byłam dobra…

- Słuchaj, idź już, bo się spieszę – zirytował się, otwierając drzwi.

- Zostawię Ci tu moją wizytówkę – dziewczyna rzuciła kartkę na stojący w holu kredens.

- Niepotrzebnie – stwierdził i zamknął za nią drzwi.

Co za kobieta… Już na samym początku zastrzegł, że rano ma się wynosić, ale nie, oczywiście, one nigdy nie rozumieją. Za każdym razem ostrzega, jednak rano jest to samo. Nie miał ochoty na to, by jakieś przypadkowe laski wypełniały jego życie. Może i były dobre w łóżku, ale nic więcej go nie interesowało. Tak od tego pamiętnego momentu, o którym śni co noc.

Draco Malfoy lubił swoje życie. Było bogate, szalone i pełne władzy. Każdy chciałby tak żyć. Świat, który stworzył, dawał my możliwości jakie miało niewielu. Czuł się w nim chciany. Za dnia był wpływowym arystokratą, nocą natomiast rządził swoim podziemiem.

Każdego dnia przed jego oczami przewijały się różne piękności, które chciały zdobyć pracę. Jednak w żadnej nie dostrzegł tego, co widział w swojej ukochanej. Tęsknił tak cholernie mocno. Dlatego właśnie zatracał się w pracy i innych, bezimiennych kobietach, które nigdy jej nie dorównają.

* * *

Biblioteka Publiczna w Londynie była tego popołudnia pełna ludzi. Każdy rozglądał się za pozycją dla siebie, a pracownicy uwijali się. Dało się słyszeć lekki szmer.

W jednym z zakątków dwójka przyjaciół rozmawiała zawzięcie.

- Na którą jutro masz? – spytał mężczyzna, odkładając jeden z opasłych tomisk na miejsce.

- Na popołudnie. Ale rano pójdę do taty – odpowiedziała, wpisując pozycję na listę.

- Idziemy wieczorem do klubu – zawyrokował chłopak, uśmiechając się do towarzyszki.

- Nie ma mowy człowieku!

- Ależ tak, Hermiono… Musisz wyjść do ludzi. Poza tym, nie naprawisz ojcu zastawki tym, że będziesz siedziała w domu – powiedział delikatnie Michael. Chciał, by jego przyjaciółka wreszcie dała upust stresowi, który towarzyszył jej od dłuższego czasu. – O 19 jestem u Ciebie.

- Dobra. I tak Cię nie przegadam – zrezygnowała, kręcąc głową.

- Też Cię kocham – rzucił, wychodząc zza regału.

Hermiona westchnęła ciężko. Jej problemy zaczęły się od choroby ojca. Skąd miała wziąć 20.000 na nową zastawkę? Myślała o dodatkowej pracy, jednak żadna nie była na tyle dochodowa, by zebrać taką sumę. A czas uciekał, a ona z każdą chwilą rozmyślała o bardziej drastycznych rozwiązaniach.

* * *

Draco siedział w biurze, pogrążony w papierach, gdy z jego kieszeni wydobyły się dźwięki Metallici. Odebrał i podniósł telefon do ucha.

- Potrzebuję nowej dziewczyny – powiedział stały klient. Draco znał gościa i znał też powód, dla którego Cassie zrezygnowała.

- Na kiedy? – spytał profesjonalnie, odkładając pióro.

- Na sobotnią galę.

- W piątek dostaniesz ostateczne informacje i pogadamy o wynagrodzeniu – zadeklarował, po czym przerwał połączenie.

Problemy, problemy. Nie miał dobrej kandydatki na kolejną zdobycz tego klienta. Jednak był on jednym z ważniejszych gości, który płacił również nie małą kasę za dyskrecję. Gdyby mógł już dawno przestałby wchodzić z nim w układy. Ale nie mógł, co ciągnęło za sobą kolejne zobowiązania.

Wziął do ręki komórkę i napisał sms-a do Tony’ego, a ten pojawił się w drzwiach kilka chwil później. Miał na sobie garnitur, a jego włosy były jak zawsze perfekcyjne.

- Co się dzieje Smoku? – zapytał, błyskając swoim błyszczącym uśmiechem.

- … chce nową dziewczynę na sobotę – oznajmił spokojnie Draco, patrząc na swojego wspólnika i przyjaciela.

- O cholera… Skąd my cokolwiek wytrzaśniemy? Ja pierdole. – Emocje ogarnęły Tony’ego, który usiadł na krześle naprzeciw blondyna.

- Właśnie to mnie zastanawia…

* * *

Zrezygnowana Hermiona stała w kolejce przed wejściem do klubu o uroczej nazwie „Dragon Moon”. Jak twierdził jej przyjaciel Michael i jego dziewczyna – było to świetne miejsce na zapomnienie o wszystkim. Hermionie jednak nie chciało się w to wierzyć. Bo niby jak miała zapomnieć o tym, że potrzebuje 20.000 na operację dla ojca? I najgorsze w tym wszystkim było to, że kompletnie nie wiedziała, ile czasu zajmie jej zebranie takiej sumy.

- Mionka, daj już spokój, uciułamy to – powiedziała Dolly, chcąc ją pocieszyć.

- Ej, miałaś jej nie przypominać – zbeształ ją delikatnie Michael.

- Przepraszam, ale widzisz, jaką ma minę – Dolly spojrzała na Hermionę sugestywnie dając jej do zrozumienia, że czas się uśmiechnąć.

Hermiona zignorowała docinki przyjaciół. Patrzyła w stronę wejścia i zmniejszającej się stopniowo kolejki. Chciała mieć ten wieczór za sobą. Przypomniały jej się czasy, gdy każdego piątku wychodziła z nim do klubu. Dlatego teraz nie lubiła nigdzie wychodzić. Za każdym razem miała wrażenie, jakby wracała do miejsc i osoby jakie opuściła już dawno. I słusznie. Na pewno słusznie.

* * *

Białe i czerwone światła oświetliły ich twarze, gdy tylko weszli do środka. Drewno, czerwień ścian, ledowe lampki, wszystko wyglądało bogato i gustownie. Michael pociągnął dziewczyny w stronę baru, gdzie dźwięki muzyki nie były głośne. Usiedli na stołkach barowych i zamówili drinki.

- Ostatnio, kiedy tu byłem, było dużo więcej ludzi – oznajmił Michael, rozglądając się po sali.

- Ostatnio, kiedy tu byłeś, była sobota – przedrzeźniła go Dolly, dając mu buziaka w policzek. – Hermi, nie smuć się – dodała. – 20.000 to nie milion, damy radę.

- Nie chcę was tym obarczać – odpowiedziała brunetka i upiła łyk drinka, którego barman przed nią postawił, patrząc jej prosto w oczy.

- Już dajmy temu spokój, hajs to tylko hajs, na pewno się uda – jak zwykle optymistycznie podszedł do sprawy Michael. – Pijcie i idziemy tańczyć – zarządził z diabelskim uśmiechem.

Kilka minut później cała trójka wyruszyła na parkiet. Micky i Dolly tańczyli tak, jakby odprawiali rytuały w podzięce za deszcz. Po kilku piosenkach i odepchnięciu dwóch zbyt nachalnych mężczyzn Hermiona wróciła do baru i zamówiła kolejnego drinka.

Rozglądała się po sali, patrząc na tańczących, a gdy się odwróciła, barman właśnie postawił przy niej kieliszek.

- Dziękuję – powiedziała, a on znów jej się przyjrzał, po czym zaczął szukać czegoś pod blatem.

- Przepraszam, dziewczyno – zwrócił się do niej barman, a ona odwróciła się.

- Tak?

- Masz – podał jej kremową, wizytówkę. – Być może to rozwiąże Twoje problemy – powiedział i uśmiechnął się.

- Możesz mi powiedzieć coś więcej? – spytała Hermiona, zdziwiona zachowaniem mężczyzny.

- To numer do osoby, u której możesz zarobić dobre pieniądze za pokazanie swojej pięknej twarzyczki – wyjaśnił i odszedł, puszczając do niej oczko.


Hermiona zaczęła przewracać w dłoni nabytek i przyglądać mu się. Właściciel wizytówki nazywał się Anthony Ryder, a pod numerem telefonu napisane było: „Agencja usług towarzyskich”.

___________________________________________
Lana del Rey- American
Witam :)
Oto przedstawiam pierwszy rozdział. 
Nie jest taki jaki chciałabym aby był, ale cóż, wszystkiego mieć nie można, nieprawdaż? ;) 
Komentujemy! ;) 
Pozdrawiam, 
L. ;* 

piątek, 17 lipca 2015

Prolog - "Tam, gdzie raniłem najbardziej, najmniej potrafię wybaczać"

And I know, you're gonna be away a while
But I've got no plans at all to leave
Would you take away my hopes and dreams?
And just stay with me
____________________________________________________

Tyle lat tkwiłem we własnym świecie, przekonany, że moje postępowanie jest wspaniałe. Och, jak bardzo się myliłem. Teraz czuję, że straciłem wiele, nie tylko przez swoje własne decyzje.

Byłem głupi, bo wierzyłem w miłość. Naprawdę, robiłem to. Dopóki kilka zwykłych sytuacji, nie zachwiało moimi poglądami.

Jak na przykład, oglądanie jej pleców, gdy odeszła.

O tak, kieliszek w mojej dłoni roztrzaskał się w drobny pył.

Ale to nie ma znaczenia.

Już nie potrafię wyobrazić sobie normalnego życia. Nie ma już mnie. Zostałem sam, sam z własnym przeznaczeniem. Sam…

Ognista Whisky nigdy nie ukoi moich nerwów, a lot na miotle nie wyzwoli mojej siły. Mam tylko to miejsce, w którym ustalam własne reguły.

Jestem pusty. Nie ma we mnie niczego, co zatrzyma mnie w drodze do zatracenia. Pozostało tylko wierzyć, mieć tę głupią nadzieję, która i tak zwiedzie moje myśli, powodując moje rychłe szaleństwo.

Łudziłem się, że moje podziemie da mi wszystko, czego potrzebuję. Mówili, że takie życie to prawdziwe szczęście.

Kłamali.

* * * 

Szpitalny korytarz świecił niebieskawym, zimnym światłem. Poczekalnia obfitowała w plastikowe, niewygodne krzesła, które o tej porze były w większości puste. W recepcji samotnie siedziała jedna z pielęgniarek i piła kolejną z kolei kawę. Co jakiś czas rozbrzmiewały kroki nocnej zmiany pielęgniarek.

Na jednym z krzeseł siedziała samotna dziewczyna, która wpatrywała się w zegarek. Jednak czas spędzony w tym miejscu dłużył się niemiłosiernie. Czekała.

Wreszcie z OIOM-u przyszedł zmęczony doktor.

- Twój ojciec ma uszkodzoną zastawkę aortalną – poinformował samotną kobietę, która wstała by go wysłuchać. – Bez niej serce pracuje nieprawidłowo, stąd Twój tata wylądował tutaj.

- Co to oznacza? – spytała dziewczyna, a jej oczy powiększały się z chwili na chwilę ze strachu.

- Jej naprawa jest niemożliwa, jednakże można wymienić ją na inną – rzekł doktor, patrząc na dziewczynę ze współczuciem. – Koszt operacji pokrywa fundusz, ale zastawka nie jest refundowana…

- Ile? – spytała zduszonym głosem.

- 20.000 – powiedział mężczyzna, a dziewczyna zaczęła cicho płakać.
________________________________________________________
Ed Sheeran - One
Witam :)
Przedstawiam prolog mojego nowego opowiadania/serii miniaturek.
Mam nadzieję, iż komentarze się pojawią i będę dzięki temu miała dla kogo kontynuować historię. :)
Jeśli ktoś jest zainteresowany pdf'em "Miłości..." lub miniaturek kontakt e-mailowy to: verstehe.euch.nicht@gmail.com
Życzę miłego weekendu wszystkim :) 
Pozdrawiam, 
L. ;*  

sobota, 4 lipca 2015

Miniatura XIX: "Tatuaż" cz. III + "W zgiełku dni, w morzu dat własny swój znaczę ślad"

Halo, halo czy jest tu ktoś? ;) 
Oto III i ostatnia część tej miniaturki. Mam nadzieję, że się spodoba ;)

Jako iż dzisiaj miajają 2 lata, odkąd pamiętnego popołudnia założyłyśmy razem z Pyskatą bloga, chciałam serdecznie podziękować wszystkim, którzy byli na początku, w trakcie i na końcu. Cieszę się bardzo, że dotrwałam do tego momentu i nawet nie wiem kiedy zleciało tyle czasu. ;) 
Dziękuję tym, którzy są ze mną nadal. Mam nadzieję, że będziecie mnie wspierać w moim nowym projekcie, który niedługo się pojawi. Ale już nie zdradzam nic więcej :)
Życzę wspaniałych, niezapomnianych wakacji! 
Całuję za wszystko, 
L. :* 
______________________________________________________
Tę część dedykuję Kejt oraz Pyskatej <3
______________________________________________________
We both know the history of violence that
surrounds you
But I’m not scared, there’s nothing to lose now
that I’ve found you.
______________________________________________________
- Punktualna jak zawsze - powiedział Draco, wpuszczając dziewczynę do swojego mieszkania. Wyglądała pięknie w tych włosach, które spływały lokami po jej zakrytych ramionach.

- Draco, ja naprawdę chcę skończyć to raz na zawsze... - zaczęła Hermiona pewna swojego zdania. Wiedziała, że Malfoy nigdy nie pokocha jej na tyle by pozostać z nią na zawsze. Oczy zaszły jej łzami.

- Niczego nie kończymy, cholera jasna! - Czy ona naprawdę nie rozumiała tego, że za chwilę przestanie się kontrolować i rzuci się na nią bez żadnego ostrzeżenia? Czy ona nie widzi, że jest tak cudownie piękna, a on chce mieć ją tylko dla siebie? - Posłuchaj mnie! Mam dość tego, ze odrzucasz mnie za każdym cholernym razem.

- Ale...

- Spójrz mi prosto w oczy i powiedz, ze mnie nie chcesz - powiedział Draco zduszonym głosem i zrobił zdecydowany krok w stronę dziewczyny.

Jeśli naprawdę powie mu, że go nie chce to będzie koniec. Będzie dalej egzystował pozbawiony nadziei i perspektyw, a jego życie straci jakikolwiek sens.

Draco patrzył na Hermionę, która bladła z chwili na chwilę.

- No słucham, słucham, dobij mnie. Powiedz, że masz innego! - powiedział Malfoy, tracąc kontrolę.

W tym samym momencie z ust Hermiony wyrwał się szloch, a łzy zaczęły płynąc po twarzy. Dziewczyna starała się opanować emocje które rozsadzały jej serce, jednak każde słowo wypowiedziane przez Draco siało jeszcze większe spustoszenie niż poprzednie. Tak bardzo chciała, by to co mówił, okazało się prawdziwe.

Mężczyzna nie zastanawiając się długo przyciągnął dziewczynę do siebie i otoczył ją ramionami.

- Nie, nie – próbowała się wyrwać, jednakże Draco trzymał ją mocno. Zbyt wielką ulgę przynosił mu jej dotyk.

Nagle Hermiona poczuła szarpnięcie w okolicy pępka i już wirowała w czasoprzestrzeni uczepiona barków Malfoya.

***

- Malfoy! Co Ty robisz do cholery? - zaczęła krzyczeć na mężczyznę, który uśmiechał się jak opętany.

Dopiero po chwili zarejestrowała miejsce w jakim się znajdowali.

Nowy Jork wyglądał niesamowicie, gdy wszystkie kolorowe światła miasta rozświetlały ulicę. Ale metropolia ta wyglądała jeszcze lepiej, gdy patrzyło się na nią z dachu wysokiego wieżowca.

- Hermiono Granger, wyjdziesz za mnie? - powiedział jej towarzysz, co ostatecznie odwróciło jej wzrok od niesamowitego widoku. Spojrzała na klęczącego mężczyznę jak na wariata. Zaczęła mrugać, nie dowierzając temu, co miała tuż przed nosem.

- Proszę nie każ mi dłużej czekać - szepnął do niej, spoglądając w jej piękne oczy.

- Tak!- krzyknęła, a na jej palcu znalazł się rodowy pierścień zaręczynowy Malfoyow.

- Kocham Cię - powiedział Draco, oniemiale patrząc na swoją narzeczoną.

- Pocałuj mnie, bo się rozmyślę...
***
     
-Jak to spieprzysz, to się do Ciebie nie odzywam! 

- Ależ kochanie, Ty nie możesz chwili wytrzymać beze mnie… 

- To poczujesz jak to jest, gdy będę mogła wytrzymać. 

*brzęczy maszynka* 

- Aua! Robisz to specjalnie! 

- Ależ skąd, no skarbie. Taka praca. Poza tym, sama chciałaś. 

Hermiona spojrzała na swojego męża jak na wyjątkowy okaz smoka norweskiego kolczastego. 

- Jesteś niemożliwy. 

- Ale za to mnie kochasz - uśmiech rozświetlił twarz mężczyzny.

Na nadgarstku kobiety krok za krokiem pojawiał się czarny napis: 

Nikt nie wie na pewno, czego szuka, 

dopóki tego nie znajdzie.
_________________________________________________________
Lana del Rey - Honeymoon
Proszę, zostawcie chociaż kropkę w komentarzu, abym wiedziała, iż jesteście ;)