piątek, 17 lipca 2015

Prolog - "Tam, gdzie raniłem najbardziej, najmniej potrafię wybaczać"

And I know, you're gonna be away a while
But I've got no plans at all to leave
Would you take away my hopes and dreams?
And just stay with me
____________________________________________________

Tyle lat tkwiłem we własnym świecie, przekonany, że moje postępowanie jest wspaniałe. Och, jak bardzo się myliłem. Teraz czuję, że straciłem wiele, nie tylko przez swoje własne decyzje.

Byłem głupi, bo wierzyłem w miłość. Naprawdę, robiłem to. Dopóki kilka zwykłych sytuacji, nie zachwiało moimi poglądami.

Jak na przykład, oglądanie jej pleców, gdy odeszła.

O tak, kieliszek w mojej dłoni roztrzaskał się w drobny pył.

Ale to nie ma znaczenia.

Już nie potrafię wyobrazić sobie normalnego życia. Nie ma już mnie. Zostałem sam, sam z własnym przeznaczeniem. Sam…

Ognista Whisky nigdy nie ukoi moich nerwów, a lot na miotle nie wyzwoli mojej siły. Mam tylko to miejsce, w którym ustalam własne reguły.

Jestem pusty. Nie ma we mnie niczego, co zatrzyma mnie w drodze do zatracenia. Pozostało tylko wierzyć, mieć tę głupią nadzieję, która i tak zwiedzie moje myśli, powodując moje rychłe szaleństwo.

Łudziłem się, że moje podziemie da mi wszystko, czego potrzebuję. Mówili, że takie życie to prawdziwe szczęście.

Kłamali.

* * * 

Szpitalny korytarz świecił niebieskawym, zimnym światłem. Poczekalnia obfitowała w plastikowe, niewygodne krzesła, które o tej porze były w większości puste. W recepcji samotnie siedziała jedna z pielęgniarek i piła kolejną z kolei kawę. Co jakiś czas rozbrzmiewały kroki nocnej zmiany pielęgniarek.

Na jednym z krzeseł siedziała samotna dziewczyna, która wpatrywała się w zegarek. Jednak czas spędzony w tym miejscu dłużył się niemiłosiernie. Czekała.

Wreszcie z OIOM-u przyszedł zmęczony doktor.

- Twój ojciec ma uszkodzoną zastawkę aortalną – poinformował samotną kobietę, która wstała by go wysłuchać. – Bez niej serce pracuje nieprawidłowo, stąd Twój tata wylądował tutaj.

- Co to oznacza? – spytała dziewczyna, a jej oczy powiększały się z chwili na chwilę ze strachu.

- Jej naprawa jest niemożliwa, jednakże można wymienić ją na inną – rzekł doktor, patrząc na dziewczynę ze współczuciem. – Koszt operacji pokrywa fundusz, ale zastawka nie jest refundowana…

- Ile? – spytała zduszonym głosem.

- 20.000 – powiedział mężczyzna, a dziewczyna zaczęła cicho płakać.
________________________________________________________
Ed Sheeran - One
Witam :)
Przedstawiam prolog mojego nowego opowiadania/serii miniaturek.
Mam nadzieję, iż komentarze się pojawią i będę dzięki temu miała dla kogo kontynuować historię. :)
Jeśli ktoś jest zainteresowany pdf'em "Miłości..." lub miniaturek kontakt e-mailowy to: verstehe.euch.nicht@gmail.com
Życzę miłego weekendu wszystkim :) 
Pozdrawiam, 
L. ;*  

sobota, 4 lipca 2015

Miniatura XIX: "Tatuaż" cz. III + "W zgiełku dni, w morzu dat własny swój znaczę ślad"

Halo, halo czy jest tu ktoś? ;) 
Oto III i ostatnia część tej miniaturki. Mam nadzieję, że się spodoba ;)

Jako iż dzisiaj miajają 2 lata, odkąd pamiętnego popołudnia założyłyśmy razem z Pyskatą bloga, chciałam serdecznie podziękować wszystkim, którzy byli na początku, w trakcie i na końcu. Cieszę się bardzo, że dotrwałam do tego momentu i nawet nie wiem kiedy zleciało tyle czasu. ;) 
Dziękuję tym, którzy są ze mną nadal. Mam nadzieję, że będziecie mnie wspierać w moim nowym projekcie, który niedługo się pojawi. Ale już nie zdradzam nic więcej :)
Życzę wspaniałych, niezapomnianych wakacji! 
Całuję za wszystko, 
L. :* 
______________________________________________________
Tę część dedykuję Kejt oraz Pyskatej <3
______________________________________________________
We both know the history of violence that
surrounds you
But I’m not scared, there’s nothing to lose now
that I’ve found you.
______________________________________________________
- Punktualna jak zawsze - powiedział Draco, wpuszczając dziewczynę do swojego mieszkania. Wyglądała pięknie w tych włosach, które spływały lokami po jej zakrytych ramionach.

- Draco, ja naprawdę chcę skończyć to raz na zawsze... - zaczęła Hermiona pewna swojego zdania. Wiedziała, że Malfoy nigdy nie pokocha jej na tyle by pozostać z nią na zawsze. Oczy zaszły jej łzami.

- Niczego nie kończymy, cholera jasna! - Czy ona naprawdę nie rozumiała tego, że za chwilę przestanie się kontrolować i rzuci się na nią bez żadnego ostrzeżenia? Czy ona nie widzi, że jest tak cudownie piękna, a on chce mieć ją tylko dla siebie? - Posłuchaj mnie! Mam dość tego, ze odrzucasz mnie za każdym cholernym razem.

- Ale...

- Spójrz mi prosto w oczy i powiedz, ze mnie nie chcesz - powiedział Draco zduszonym głosem i zrobił zdecydowany krok w stronę dziewczyny.

Jeśli naprawdę powie mu, że go nie chce to będzie koniec. Będzie dalej egzystował pozbawiony nadziei i perspektyw, a jego życie straci jakikolwiek sens.

Draco patrzył na Hermionę, która bladła z chwili na chwilę.

- No słucham, słucham, dobij mnie. Powiedz, że masz innego! - powiedział Malfoy, tracąc kontrolę.

W tym samym momencie z ust Hermiony wyrwał się szloch, a łzy zaczęły płynąc po twarzy. Dziewczyna starała się opanować emocje które rozsadzały jej serce, jednak każde słowo wypowiedziane przez Draco siało jeszcze większe spustoszenie niż poprzednie. Tak bardzo chciała, by to co mówił, okazało się prawdziwe.

Mężczyzna nie zastanawiając się długo przyciągnął dziewczynę do siebie i otoczył ją ramionami.

- Nie, nie – próbowała się wyrwać, jednakże Draco trzymał ją mocno. Zbyt wielką ulgę przynosił mu jej dotyk.

Nagle Hermiona poczuła szarpnięcie w okolicy pępka i już wirowała w czasoprzestrzeni uczepiona barków Malfoya.

***

- Malfoy! Co Ty robisz do cholery? - zaczęła krzyczeć na mężczyznę, który uśmiechał się jak opętany.

Dopiero po chwili zarejestrowała miejsce w jakim się znajdowali.

Nowy Jork wyglądał niesamowicie, gdy wszystkie kolorowe światła miasta rozświetlały ulicę. Ale metropolia ta wyglądała jeszcze lepiej, gdy patrzyło się na nią z dachu wysokiego wieżowca.

- Hermiono Granger, wyjdziesz za mnie? - powiedział jej towarzysz, co ostatecznie odwróciło jej wzrok od niesamowitego widoku. Spojrzała na klęczącego mężczyznę jak na wariata. Zaczęła mrugać, nie dowierzając temu, co miała tuż przed nosem.

- Proszę nie każ mi dłużej czekać - szepnął do niej, spoglądając w jej piękne oczy.

- Tak!- krzyknęła, a na jej palcu znalazł się rodowy pierścień zaręczynowy Malfoyow.

- Kocham Cię - powiedział Draco, oniemiale patrząc na swoją narzeczoną.

- Pocałuj mnie, bo się rozmyślę...
***
     
-Jak to spieprzysz, to się do Ciebie nie odzywam! 

- Ależ kochanie, Ty nie możesz chwili wytrzymać beze mnie… 

- To poczujesz jak to jest, gdy będę mogła wytrzymać. 

*brzęczy maszynka* 

- Aua! Robisz to specjalnie! 

- Ależ skąd, no skarbie. Taka praca. Poza tym, sama chciałaś. 

Hermiona spojrzała na swojego męża jak na wyjątkowy okaz smoka norweskiego kolczastego. 

- Jesteś niemożliwy. 

- Ale za to mnie kochasz - uśmiech rozświetlił twarz mężczyzny.

Na nadgarstku kobiety krok za krokiem pojawiał się czarny napis: 

Nikt nie wie na pewno, czego szuka, 

dopóki tego nie znajdzie.
_________________________________________________________
Lana del Rey - Honeymoon
Proszę, zostawcie chociaż kropkę w komentarzu, abym wiedziała, iż jesteście ;) 

piątek, 1 maja 2015

Miniatura XIX: "Tatuaż" cz. II

I will love you till the end of time
I would wait a million years
Promise you'll remember that you're mine
Baby, can you see through the tears?
________________________________________________

Marco nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Z tego, co zdołał wywnioskować wynikało, że – Zakochałeś się – stwierdził ponuro.

Malfoy spojrzał na niego jak na wyjątkowo brzydki okaz sklątki tylnowybuchowej, niegdyś hodowanej przez Hagrida.

- Co Ty pieprzysz? – zapytał inteligentnie, podnosząc brwi ku górze.

- Draco, nie udawaj głupiego. Ewidentnie jesteś w niej zakochany – uśmiechnął się pobłażliwie. – Wystarczyło widzieć Twoją minę, gdy delikatnie –podkreślam – zasugerowałem, żebyś dał mi ją wytatuować. – Mario sięgnął po swoją różdżkę i wyczarował butelkę whisky oraz dwie szklaneczki. Nalał obficie i powiedział – No to zdrówko zakochanego.

* * *

Mieszkanie wyglądało tak jak zawsze. Było ciepłe, pełne koloru, bezpieczne i przytulne. Wszędzie poupychane były książki, nie tylko magiczne, znajdowały się tu także egzemplarze powieści Jane Austen czy Hardy’ego. Jedno z okien rozciągało się na całą ścianę, światła miasta przebijały się przez szybę. Dom.

Właścicielka zrzuciła szpilki i ruszyła w stronę łazienki. Włączyła światło i pochyliła się nad umywalką, patrząc w swoje zmęczone odbicie.

Blond włosy były potargane, tusz spływał, tworząc ciemne okręgi pod oczami, a rumieńce pokazywały ilość alkoholu wypitego tego wieczoru. Opłakany stan.

Zdjęła swoją sukienkę i wrzuciła do kosza. Rozebrała się do końca i weszła pod prysznic, gdzie zaczęła zmywać trudy tego wieczora ze swojego ciała.

W jej życiu znów pojawił się on. Draco Malfoy. Zmora jej szkolnego życia. Wiele można było powiedzieć o tym, co ich łączyło. Ale przeszłość była wciąż przeszłością. Czasami jednak wracała do człowieka, rykoszetem odbijała się we własnych oczach. Drwiła, ucząc jednocześnie.

Dlaczego tak zareagowała na jego widok? Dlaczego nie mogła teleportować się zaraz po tym, jak wyszła z salonu? Dlaczego on musiał wyglądać tak diabelnie przystojnie, w tych tatuażach i przydługich włosach? Dlaczego chciał koniecznie przypomnieć jej te wydarzenia, które doprowadziły do takiego stanu ich relacji?

Ta noc była przeklęta, tak jak ta, gdy ich ciała złączyły się w jedno. Nienawiść nie jest dobrym motorem działań. Zdradliwa, chwyta za słabości i próbuje zamieszać uczuciami innych. W tym wypadku też tak było. Przecież nienawidzili się od zawsze. Jak widać istnieją czynniki łagodzące.

Wystarczyło trochę alkoholu, dobrej muzyki.

Hermiona pamiętała to dokładnie. To, jaki był dla niej delikatny. Jak pieścił jej ciało zapamiętale, a ona odpłacała się mu tym samym. Jak doprowadzał ją do krawędzi wielokrotnie. Z nikim innym nie dane było jej przeżyć tego samego.

Ale gdy ranek rozświetlił umysły, a słońce wdarło się do oczu, zahamowania i uprzedzenia wzięły górę. Jak wszystko, co kruche, tak i ten szybko zbudowany domek z kart runął, rozsypując się dookoła nich.

Dziewczyna wyszła spod prysznica i z ciężkim westchnieniem położyła się do zimnego łóżka. Gdy sen nie przychodził długo, włożyła do uszu słuchawki i z usypiającym głosem Enyi odpłynęła.

* * *

Sobotnie śniadanie, jedzone wspólnie z Ginny było już swoistą tradycją. Tym razem jednak, obie przyjaciółki pojawiły się w swojej ulubionej knajpce nieco spóźnione.

- Widzę, że twarz dziś niebywale wyjściowa – rudowłosa dziewczyna gładko skomentowała wygląd Hermiony.

- Twoja również, moja droga – panna Granger odpłaciła się z wrednym uśmiechem.

Kelner podszedł, a dziewczyny zamówiwszy jedzenie odłożyły karty i rozsiadły się wygodnie.

- Mionko, jak tam Twój tatuaż? – zapytała ciekawa przyjaciółka.

- Nijak. Nie zrobiłam go – powiedziała Hermiona, patrząc na swoją filiżankę kawy.

- Oooooooch, to dobrze, już po twojej minie przewidywałam, że wytatuowałaś sobie jakiegoś gołego faceta – roześmiała się Ruda, jednakże widząc brak reakcji towarzyszki spoważniała. – Ej, co się dzieje?

- Widziałam wczoraj Malfoy’a – wyrzuciła z siebie blondynka, nie robiąc przerw między wyrazami.

- Nie żartuj sobie…

Hermiona wzruszyła ramionami w geście poddania się.

- Wydaje mi się, że ja… że ja wciąż go kocham – ujawniła dziewczyna, chowając twarz w dłonie.

Mina Ginewry wyrażała wszystko. Jej otwarte usta nie mogły się pozbierać po tym, czego dowiedziały się uszy.

- Ale, ale jak?

- On tam pracował, w tym salonie. W rezultacie wybiegłam, ale zdążył mnie zatrzymać. – Kontynuowała z bladym uśmiechem. Pokrótce streściła swojej przyjaciółce odbytą z Draco rozmowę i zamilkła.

- Och Hermiona…

Pewnie zastanawiacie się, jakim cudem Gryfonka zakochała się w Ślizgonie?

Hermiona również nie mogła tego pojąć.

* * *
Hermiono, 

Proszę Cię o rozmowę. Wiem, że nie zasłużyłem na nią, jednak wciąż mam nadzieję, że dasz mi szansę. Proszę Cię tylko o jedną, gdyż mam świadomość, ze od Ciebie drugiej takiej nie dostanę.
Pewnie zastanawiasz się, dlaczego muszę z Tobą porozmawiać. Mamy kilka spraw do wyjaśnienia. Myślę, że wiesz co chodzi mi po głowie.
Przybądź w sobotę wieczorem. Proszę.

Draco.

PS: Stamford Street 150, Londyn
PPS: Pamiętaj, jaką wagę niosą moje prośby.


* * * 

Draco Malfoy krążył niespokojnie po swoim nowoczesnym mieszkaniu. Zwykle w sobotnie wieczory przesiadywał w salonie, wypełniając ludziom pustki w duszach za pomocą zwykłych – niezwykłych rysunków.

Ale nie dziś. Dziś czekał na gościa. Nie wiedział, czy się pojawi, ale nadzieja płonęła jak niegdyś pochodnie na Hogwarckich korytarzach. Dopóki noc się nie skończy i światło dnia nie wkradnie się do środka będzie płonąć.

Żałował słów, które wypowiedział do niej poprzedniego wieczora. To było łatwe, wykrzyczeć, co leżało na sercu. Gorzej było, gdy konfrontacja miała być spokojna i przemyślana. Rozważna.

Rozważna jak ona. Hermiona.

Ciche stukanie rozległo się w mieszkaniu, przerywając rozmyślania właściciela.

- Przyszła – szepnął do siebie, wziął głęboki oddech i przemierzył drogę dzielącą go do drzwi.

Pociągnął za klamkę i mocnym ruchem otworzył drzwi.

Ciepło jej brązowych oczu spotkało się ze szarym zimnem jego spojrzenia.
_____________________________________________
Witam ;)
Mam mieszane uczucia, co do drugiej części.
Nie wiem czemu, ale jest jakaś nostalgiczna, z resztą sami oceńcie. ;) 
Poza tym, proszę zostawić jakieś linki do Waszych blogów,
 a z pewnością do nich zajrzę i umieszczę na bocznym pasku obserwowanych :) 
Co myślicie o szablonie? :) <chyba potrzebowałam tej zmiany XD> .
Miłej i ciepłej majówki życzę! 
Dziękuję komentującym i zaglądającym. 
Pozdrawiam i całuję, 
Lúthien ;* 

wtorek, 14 kwietnia 2015

Miniatura XIX: "Tatuaż" cz. I

Z dedykacją dla Marzeny aka Piernicek xD. 

______________________________________________
Everybody's saying that you're not good for me
Your friends all swear that you've changed but I still keep it O.G.
This tune could be a reminder of how it all used to be
So shut up and come on, sing our song
And let's go back to the basics

Londyński bar tętnił życiem, jak przystało na piątkowy wieczór. Kolorowe światła błyskały wokół tańczącego tłumu, barman napełniał szklanki kolorowymi napojami. Skąpo ubrane dziewczęta tańczyły zalotnie, a mężczyźni przyglądali się im w zachwycie.

W jednej z lóż osobliwa grupa świętowała dwudzieste urodziny swojej przyjaciółki. Czekoladowy tort zdobił stół, kieliszki od szampana były w połowie opróżnione. Każdy po kolei składał życzenia uśmiechniętej solenizantce.

2 godziny później…

- Ginny, ja nie chcę takiego życia – powiedziała Hermiona do przyjaciółki, męcząc kolejny kieliszek wina.

- Ależ kochana, przecież nie masz na co narzekać…

- Nie mam? Nie mam?! Nie mam to ja mężczyzny – jęknęła głośno i przeciągle, wyrażając swoją frustrację. – Muszę coś zrobić. Która godzina?

- Po 23. – Ginny spojrzała na swój zegarek.

- Idziemy!

* * *

- Herm nie rób tego! – Spanikowana Ginewra ciągnęła przyjaciółkę za rękaw skórzanej kurtki. – To nie jest dobry pomysł.

- Oj Gin, co Ty wiesz – spojrzała na szyld salonu tatuażu. – Zawsze o tym marzyłam. – Powiedziała ucieszona i popchnęła drzwi.

Nosy dziewcząt uderzył zapach środków do dezynfekcji i tuszu. Jeden klient siedział samotnie w poczekalni, przeglądając wystrzępione katalogi. Usiadły, Ruda wzięła do ręki album, a Hermiona poczęła wymyślać, jakie dzieło ozdobi jej ciało.

Dzisiaj były jej 22 urodziny. Mimo, że w mugolskim świecie jest to wiek szaleństw, w czarodziejskim jest to czas na ustatkowanie się i założenie rodziny. Ustatkowanie się? Ok. Jest dobrze płatna praca, piękny dom, malownicze wakacje. Co do rodziny – najpierw należy spotkać tego jedynego. A to już nie było takie proste.

Ostatni związek Hermiony trwał rok i zakończył się boleśnie – oskarżeniem o wymyśloną zdradę. Bezczelny Christian, który większość ich związku przebył w delegacjach. Na początku owszem, zdobył gryfońskie serce swoją czułością i oddaniem, ale potem było już tylko gorzej. I kiedy pewnego wieczoru wracając z podróży nie zastał swojej partnerki w mieszkaniu, po jej powrocie urządził dosłowne piekło. Skończyło się spakowaną walizką i dwoma zbitymi wazonami, niegdyś przywiezionymi przez Chrisa z Chin.

Tak to wszystko wyglądało. Praca, mieszkanie, łóżko, praca, mieszkanie, łóżko. Miała dość patrzenia na szczęśliwe rodziny, jakie pozakładali jej przyjaciele. Sama chciałaby mieć kochającego męża i synka.

- Mionka, wiesz, że muszę się już zbierać, bo Blaise będzie się martwił – powiedziała Ginny, przerywając tym samym przemyślenia towarzyszki. – Czasem naprawdę zastanawiam się, czemu jeszcze nie kupiliśmy sobie tych telebimów…

- Telefonów Gin – poprawiła z uśmiechem Hermiona.

- No przecież to powiedziałam. Wracasz ze mną? – spytała z błaganiem w oczach Ruda.

- Nieee.

- Proszę?

- Nic nie wskórasz. Już zdecydowałam – odparła solenizantka z kocim uśmiechem na twarzy.

- Och, wiem, że tego pożałuję – westchnęła Ginewra. Pocałowała przyjaciółkę i opuściła salon.

Kolejne minuty mijały, a była Gryfonka coraz intensywniej rozmyślała nad rysunkiem, jaki ozdobi jej ciało. Wahała się pomiędzy różą i cierniem, a kwiatem magnolii. Dzisiaj chciała poczynić pierwszy krok. Tak naprawdę nie wiedziała, czemu akurat tym krokiem miał być tatuaż, ale marzyła o nim odkąd kiedyś na jednej z imprez zauważyła piękny, pełen kolorów rysunek egzotycznego ptaka. Gdy właściciel się poruszał, ptak poruszał się z nim.

Drzwi do jednego z pomieszczeń otworzyły się, ukazując młodego mężczyznę w białym ubraniu, tunelami w uszach. Miał wytatuowaną całą rękę, jednak z daleka Hermiona nie mogła dojrzeć, co rękaw przedstawiał. Chłopak miał jasne, przydługie włosy. Podszedł do recepcji, wszedł za kontuar i zaczął przeglądać papiery.

Dziewczyna w pierwszej chwili miała wrażenie, iż skądś zna osobę, która przed chwilą weszła do poczekalni. Te włosy, te rysy. Nie przypominała sobie jednak, żeby ktoś z jej znajomych został tatuażystą w londyńskim salonie.

Wtedy mężczyzna odezwał się, podnosząc głowę. – Pan James, zapra… - zamilkł na widok siedzącej obok wywołanego mężczyzny kobiety.

- Malfoy! – krzyknęła Hermiona w momencie, gdy usłyszała znajomy głos.

- Granger! – odkrzyknął Draco, niedowierzając temu, co ujrzał. A ujrzał całkiem sporo. Poczynając od złotego blondu włosów, które bardzo pasowały do twarzy dziewczyny, do krótkiej, czarnej sukienki, która opinała ciało dziewczyny, gdy wstała z krzesła niemo wpatrując się w dawnego wroga.

- Nie wierzę – powiedziała dziewczyna. Że też oczywiście musiała trafić akurat na niego.

- Mario! – krzyknął Draco, co zdziwiło Hermionę. Przecież Malfoy jest niewierzący.

Wtem z innego pomieszczenia wyszedł kolejny mężczyzna, kompletnie różny od Malfoya. Miał czarne jak sadze, krótsze włosy i przyjazny uśmiech na twarzy.

- Co tam Draco? – spytał, rozglądając się po pomieszczeniu, a gdy jego wzrok padł na Hermionę zagwizdał cicho.

- Weź pana Jamesa – zawyrokował.

- O nie, nie mów, że bierzesz tę lalunię dla siebie – powiedział obrażonym głosem i zrobił krok w stronę stojącej nieopodal dziewczyny. Jednak nie dane mu było wykonać kolejny, gdyż kumpel złapał go za koszulkę i stanowczo odciągnął. – Eeeej, co robisz?

- Nie ma kurwa mowy, żebym Ci ją oddał. Ja ją znam…

- Ooo… - zawiedzenie było słyszalne w głosie czarnowłosego. – Dobra. Pan James, zapraszam – powiedział i zaprowadził czekającego mężczyznę do gabinetu, zostawiając dwójkę starych znajomych samych.

Przez moment wpatrywali się w siebie, niedowierzając temu, co się działo. Minęły 3 trzy lata od ich ostatniego spotkania. Trzy lata niedopowiedzeń, które krążyły w ich głowach od tamtej nocy, która diametralnie zmieniła wszystko, co działo się między nimi.

- Niee, to po prostu jakiś żart – mruknęła Hermiona, przerywając kontakt wzrokowy z Draco. Obróciła się na swoich wysokich, różowych szpilkach i ruszyła w stronę drzwi.

- Nie tak szybko Granger – krzyknął rozeźlony mężczyzna, a gdy dziewczyna nie zareagowała ruszył za nią.

Gdy poczuła dłoń Malfoya na swojej, obróciła się gwałtownie, aż się zachwiała. Głupie buty – przeklęła w myślach. Nie zdążyła nawet zareagować, kiedy znalazła się w mocnych i bezpiecznych ramionach byłego Ślizgona.

- Nie rób tego – szepnęła Hermiona, zmieszana tym, że wyrwanie się z jego ramion było dużo trudniejsze niż niegdyś.

- Nie rób czego, Hermiono? – odparł, próbując spojrzeć dziewczynie w oczy, ale ona cały czas uciekała wzrokiem.

- Nie udawaj! – zdenerwowała się dziewczyna, wyrywając się z objęć Malfoya. Zrobiła zdecydowany krok w tył i skrzyżowała ręce na piersiach. – Myślisz, że jednym słowem sprawisz, że rzucę Ci się w ramiona?

- Ty mi coś zarzucasz? Ty? Przecież to Ty trzasnęłaś drzwiami, nawet mnie nie wysłuchałaś!

- Miałam Cię słuchać po tym, co mi powiedziałeś? – spytała, omijając go wzrokiem, tak jakby jego widok ją ranił. Draco już otwierał usta by coś powiedzieć, jednak Gryfonka szybko go uciszyła. – Nie pozwolę Ci znów mnie zniszczyć.

Po tych słowach teleportowała się, zostawiając osłupiałą postać na środku słabo oświetlonej ulicy.

* * *

Co do cholery? – było pierwszą myślą, jaka pojawiła się w głowie wracającego do salonu blondyna. Usiadł w poczekalni i wręcz załamał ręce. To, co przed chwilą miało miejsce wciąż do końca do niego nie dotarło. Nie wiedział, ile przesiedział w istnym osłupieniu, dopóki Mario nie szturchnął go delikatnie w ramię, podając mu hojnie wypełnioną szklankę mugolskiej Whisky.

- Możesz opowiadać, mamy czas – powiedział tatuażysta, sadowiąc się wygodnie obok blondyna.

Po krótkiej chwili rozmyślań Draco rozpoczął. – Chodziłem z nią do szkoły. Od samego początku do końca mojej edukacji. Od pierwszego spojrzenia się nienawidziliśmy – uśmiechnął się, ogarnięty wspomnieniami. – Zawsze była mądrzejsza, sprytniejsza i odważniejsza. Byłem od niej lepszy jedynie w sporcie. Bynajmniej, z roku na rok padały coraz cięższe słowa. Raz nawet uderzyła mnie pięścią w twarz – dotknął policzka. – Nie powiem, cholernie bolało. A potem był pewien bal i ona wyglądała jak jakaś księżniczka, która uciekła z bajki.

Mario przysłuchiwał się w ciszy, zdziwiony otwartością, z jaką przyjaciel mówił o tej dziewczynie.

- Byłem wściekły, bo świadomość stopniowego spadku mojej nienawiści do jej osoby zaczęła oplatać mi zmysły. I znowu było gorzej. Minęło kilka lat, a my spotkaliśmy się w klubie. Od słowa do słowa, od kieliszka do kieliszka, od kolejnego utworu do kolejnego wylądowaliśmy w moim mieszkaniu. Chyba nie muszę mówić, co się wydarzyło. Rankiem do domu wparowała Pansy i zrobiła taką awanturę, że za jej krzyki do dziś przepraszam sąsiadów. Wtedy powiedziałem do Hermiony, że to nie jest odpowiedni moment na rozmowy, chociaż wcale tak nie uważałem. Chciałem tylko, żeby ta wariatka Parkinson w końcu zrozumiała, że to czas, żeby wyszła. Ale nie, nasza kochana Mionka musiała zrozumieć to jako wyproszenie jej osoby. No i wyszła.

- Kurwa.

- Potem widzieliśmy się na weselu u Blaise’a i Ginny, ale ona starała się zrobić wszystko, by tylko mnie omijać – westchnął ciężko. – Ja natomiast nie mogłem odpuścić okazji do ponownego spotkania. Tamtą noc wciąż pamiętam i to bardzo dokładnie. Przez jakiś czas pracowaliśmy razem w ministerstwie, ale moje prośby nic nie zdziałały – wstał. – Widziałeś, co się działo dziś. Nie wiem, co robić. – zakończył, a ciszę w salonie wypełniał jedynie spokojny rok.

Marco nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Z tego, co zdołał wywnioskować wynikało, że – Zakochałeś się – stwierdził ponuro.
______________________________________________________
Witam :) 
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy tutaj zaglądają. 
To już 160.000, jestem zszokowana. XD
Życze powodzenia gimnazjalistkom na zbliżających się testach. 
Pozdrawiam i całuję, 
L. ;*  

poniedziałek, 23 lutego 2015

"Bądźże moją, Granger"


__________________________________________________________

W Hogwartu korytarzach,
na jeziora plażach 
uczniowie przechadzają się. 


Tutaj chłopiec, 
tu dziewczynka, 
chętnie integrują się.


Słońce świeci jasno, 
wietrzyk ciepły wieje, 
doznania mieszają się. 


Nagle krzyk, 
wielka wrzawa,
hałas rozprzestrzenia się: 


„Malfoy! Złaź ze mnie!” –
piskliwy głos
wśród obecnych niesie się. 


Sytuacja nieprawdopodobna, 
całkiem zabawna, 
wszyscy śmieją się. 


Gdy Gryfonka uwięziona 
leży pod Ślizgonem, 
namiętnie całując z nim się.


Pewien „rudy” siedzi oburzony, 
pewna „czarna” stroi fochy, 
zdziwienie poszerza się. 


Wtem niespodziewanie, 
blondyn rzecze:
„Bądźże moją, Granger.”


Okrzyk oburzenia, 
a może zachwycenia 
na błoniach pojawia się. 


W wielkiej trwodze, 
Być może strachu
Dziewczyna odzywa się: 


„Panie Malfoy,
aktorzyna z Ciebie
całkiem niezły okazał się.


Twe wyznanie 
zdobyło serce me.
Widowisko skutecznym stało się.”

______________________________________________________
Odpiszę na Wasze e-maile, obiecuję. 
Pozdrawiam, 
L. ;* 

środa, 31 grudnia 2014

Miniatura XVIII: "Moja miłość"




No one's gonna take my soul away.
I'm livin' like Jim Morrison.
Headed towards a fucked up holiday.
Motel, sprees, sprees and I'm singing.
Fuck yeah, give it to me this is heaven, what I truly want.
Is innocence lost,
Innocence lost.

Byliśmy szaleni. Bardzo szaleni. Ona i ja. Wiele razy wplatałem dłonie w jej brązowe loki, hotelowe łóżko skrzypiało pod naszym ciężarem. Patrzyła mi w oczy i mówiła: „No dalej”, a ja nie nigdy nie pozwalałem jej czekać. Żaden mężczyzna by a to nie pozwolił.

Każdy kolejny wieczór miał ten sam schemat.

In the land of Gods & Monsters,
I was an angel, livin' in the garden of evil,
Screwed up, scared, doing anything that I needed,
Shinning like a fiery beacon.

Najpierw szliśmy do baru. Siadaliśmy na stołkach, zamawiając szampana. Wystarczył tylko kieliszek, by nasz świat stał się lepszym miejscem. Potem zaczynaliśmy tańczyć. Wszystkie oczy były zwrócone w naszą stronę, widziałem, jak mężczyźni patrzą na nią i miałem ochotę wydrapać im pieprzone oczy. Taki już byłem, wierzyłem, że jest moja.




Wchodziła na parkiet i zapominała o całym świecie. Była nieświadoma, że zawsze jest obserwowana, nie obchodziło ją to. Poruszała się jak doświadczona kusicielka, którą z resztą była. Miała głodne wrażeń spojrzenie, gdyż każda chwila zbliżała nas do kolejnego kroku.

Trzask teleportacji i znajdowaliśmy się w luksusowym klubie nocnym. Niebieska poświata pokrywała nasze twarze za każdym razem. Wtedy rozdzielaliśmy się na moment. Ona szła za kulisy, ja do naszej stałej loży.

In the land of Gods & Monsters,
I was an angel, looking to get fucked hard.
Like a groupie incognito posing as a real singer.
Life imitates art.



Potem wychodziła, wyglądając jak spełnienie marzeń każdego mężczyzny. Chciwe oczy oglądały się za jej smukłym ciałem. Podchodziła do mnie, wysokie szpilki kołysały jej biodra. Zaczynała tańczyć, tak, by nasycić moje oczy. Pochylała się i całowała gwałtownie, namiętnie.

To tylko wstęp.

Następnym krokiem była teleportacja do wynajętego pokoju hotelowego. Tam rozbierała mnie i wyczyniała takie rzeczy, o których marzy każdy mężczyzna. Jej biodra ruszały się rytmicznie, gdy unosiła się nade mną, całując moją szyję. Potem zawsze brała w dłoń mojego penisa i pieściła go, dopóki nie doszedłem, mocno i głośno.

Gdy odzyskałem siłę, przewracałem ją na plecy i zajmowałem się nią. Moje usta wylądowały na jej piersiach, a dłoń zbliżała się do jej rozgrzanej kobiecości. Och, była gorąca w swoich reakcjach. A ja byłem chłodny, a opanowanie malowało się w moich szarych jak niebo o wschodzie słońca oczach. Kiedy sprawiłem, że przyjemność rozlała się po jej ciele, dawaliśmy sobie chwilę wytchnienia, aby dotrzeć do finału.

Siadała na mnie okrakiem i nieustannie całując, gładkimi ruchami ręki pobudzała mój sprzęt do działania. A później wślizgiwała się na mnie, krzycząc cicho z rozkoszy. Potem zaczynała się poruszać, a ja pieściłem jej smukłe biodra. Całowała mnie gorąco, pamiętam każdy pocałunek… Który mężczyzna mógłby coś takiego zapomnieć?

Nasze spotkania trwały kilka miesięcy. I poznała jego.


Pamiętam, jak na nią patrzył w barze. Każdy mężczyzna patrzył, ale żaden nie odważył się podejść.

Ale on tak.

Doceniła go, spoglądała na niego jak na kolejną, wyjątkowo przystojną zdobycz, odzianą w drogi garnitur.

To było jak grom z jasnego nieba. Uderzyło we mnie, niczym fala zalewa surfera, niczym wiatr łomocze w okiennice. Ja ją kochałem. I widziałem, jak odchodzi z nim. Odchodzi z innym…

Moja miłość. Moja Hermiona.
* * *
You got that medicine I need.
Dope, shoot it up straight to the heart please.
I don't really wanna know what's good for me.
God's dead, I said 
"Baby that's alright with me"

Oślepiło mnie światło, jasność biła w moje zmęczone oczy. Kompletnie nie pamiętałem, co się stało i dlaczego leżę na łóżku szpitalnym, a czujne oko pielęgniarki świeci mi światełkiem w oko. Drzwi trzasnęły.

- I jak? – spytał głos. Znałem go aż za dobrze.

- Granger? – wychrypiałem, a ona dała krok do przodu i spojrzała w moje oczy, nie zdradzając niczego.

- Wydaje mi się, że wszystko w porządku – odezwała się pielęgniarka i wyczuwając sytuację, wyszła.

Przez moment kompletnie nie wiedziałem, co powiedzieć. Widok jej twarzy po tylu latach wstrząsnął mną doszczętnie. Szukałem jej w całym pieprzonym USA. A ona była tu, w Londynie.

- Miałeś wypadek, ale wygląda na to, że ktoś nad Tobą czuwał – uśmiechnęła się. – Myślę, że jutro dostaniesz wypis.

- Jesteś z nim? – spytałem jej pleców, a ona zatrzymała się gwałtownie.

- Nie.

- To dobrze…
* * *

When you talk it’s like a movie and 
You’re making me crazy,
Cause life imitates art
If I get a little prettier 
Can I be your baby?
You tell me, “life isn't that hard”.

Fajerwerki strzelają wokół nas, a my patrzymy sobie w oczy. Znów jesteśmy młodzi, znów jesteśmy szaleni. Mimo, że za nami 30 lat wspólnego życia, znów jesteśmy razem. Chłodny szampan znowu zalewa nasze gardła. Czuję się tak, jakby wcale nie minął ten czas, jakbym przeżywał wszystko od początku.

Ale to poniekąd prawda. Kochałem, kocham i będę kochał.

Moja miłość żyje we mnie, a ja żyję dzięki niej.

I każdego dnia przeżywam moją miłość na nowo, wystarczy, że spojrzę w jej oczy, które nigdy się nie zmieniają.

- Kocham Cię Draco – szepta moja miłość i całuje mnie, dokładnie tak jak wtedy, gdy wszystko się zaczęło.

Moja miłość. Moja Hermiona.

________________________________________________

Życzę Wam, aby ten nowy 2015 rok:

przyniósł chociaż trochę magii do Waszego życia,

sprowadził spokój i wyciszenie 

lub pobudził Wasze dusze, 

był pełen sukcesów, które uradują Wasze serca, 

sprawił, że miłość przyjdzie i zamiesza w poukładanym świecie,

dostarczył Wam szczęście, jakiego nie doświadczyliście.

Wasza Lúthien.

sobota, 6 grudnia 2014

Miniatura XVII: "Królowa Granger" (18+)

Dedykuję Necie aka Pyskatej. 
________________________________________________________

If you love me hardcore, then don't walk away,
It's a game boy, 
I don't wanna play,
I just wanna be your's,
Like I always say, 
Never let me go.
________________________________________________________

Hermiona Granger –

Królowa Stowarzyszenia Wiecznych Dziewic. 



Brzmiał napis na liściku, leżącym przed oczami brązowowłosej dziewczyny. Grr. Głupi Malfoy. Co on sobie do jasnej Morgany wyobraża? Naprawdę uważa to za zabawne? Hermiona westchnęła ciężko. Może gdyby sam nie zaliczył połowy Hogwartu, odnosiłby się z większym szacunkiem do dziewczyn? Jego przystojna buźka szła w parze z narcystyczną osobowością. Także to, że był cholernie arogancki i przy tym tak pożądany przez przeszło połowę żeńskiej części szkoły wpływało na jego opinię, która teraz znajdowała się na poziomie znacznie wyższym, niż w rzeczywistości być powinna.

Hermiona odwróciła się i z niesmakiem spojrzała na Ślizgona, uśmiechającego się wrednie pod nosem. Wiedziała, że Malfoy nie odpuści jej do końca szkoły, czyli jeszcze przez długich 5 miesięcy. Była też druga strona medalu, mianowicie to, że była Gryfonką i nie mogła sobie pozwolić, by byle jaki wąż plamił jej własny, lwi honor.

Odwróciła się, próbując skupić uwagę na Profesor McGonagall, która po raz setny omawiała zasady przystępowania i kolejności Owutemów. Po chwili Ginny nachyliła się w jej kierunku.

- Draco się gapi – szepnęła, uśmiechając się znacząco.

- I co w związku z tym? – spytała Hermiona, zrezygnowana ciągłymi docinkami przyjaciółki.

- No nie wiem… - W tym samym momencie w sali rozbrzmiał dzwonek obwieszczający koniec lekcji i dziewczęta zaczęły się pakować.

Hermiona odwróciła się na pięcie, dała krok w przód i wpadła wprost w twardy tors. Uniosła oczy i napotkała zimne, szare spojrzenie, prześladujące ją w koszmarach.

- Uważaj jak chodzisz, Granger – szepnął Malfoy, tuż przy jej uchu. Odsunęła się, gwałtownie wciągając powietrze wraz z zapachem jego perfum. Przepchnęła się obok i wypadła na korytarz, zapominając o pozostawionej Ginny.

Jak ja go nienawidzę! – krzyczała w myślach. Czy naprawdę musi być taki, taki… grr. Nie ma słów, żeby to opisać. Zdenerwowanie wzięło górę i Hermiona pognała ku dormitorium prefekta. To się tak nie skończy.

* * *

- Znowu poniedziałek – jęknął donośnie Zabini, patrząc na swoją poranną kawę pełnym pożądania wzrokiem.

- Nie dramatyzuj, Diable, jeszcze pięć dni i weekend. – Pocieszył przyjaciela Draco.

- Nawet jeśli jest weekend to co robimy? Zakuwamy… To niesprawiedliwe.

- Ej, pierwszorzędny kłamco, wszystko robisz, ale na pewno się nie uczysz. Takie kity, to Ty możesz Dafne wciskać, a nie mi.

- No dobra, masz rację. – Stwierdził Blaise, rozglądając się po Sali. – Ale z drugiej strony, spójrz na taką Granger, całe życie kuła jak nikt, a teraz nie dość, że jest ładna, to jeszcze mądra. My jesteśmy tylko ładni – dodał, patrząc na reakcję przyjaciela.

- Co Ty dziś pierdolisz? – zakrztusił się Malfoy, w ciężkim szoku patrząc na szczerzącego się kumpla.

- No przyznaj, że Granger jest całkiem ponętna… - Diabeł poruszył znacząco brwiami. – Wiesz, ja mam Ginny, ale przecież mam rację, nie?

- Granger jest niezła, ale wredna i nienawidzi nas tak, jak nikogo innego – Draco wzruszył ramionami, wracając do jedzenia.

- Haha, Ty to umiesz mnie rozśmieszyć. Ona nienawidzi Ciebie, a nie mnie – oznajmił. – I to jest tylko i wyłącznie Twoja wina.

- Masz na myśli te głupie żarciki? Przecież ona na pewno nie bierze ich na poważnie – starał się wybronić z głupiej sytuacji.

- Ty tam wiesz swoje. Tylko nie chcesz się przyznać – powiedział Diabeł, wstając.

Draco westchnął. Jego przyjaciel miał po części rację. Granger była naprawdę ładna. Miała śliczne oczy, włosy i figurę, a do tego charakteryzowała się wysoką inteligencją. Mało było w Hogwarcie takich dziewczyn, jak ona. Ba… nie było takiej żadnej.

Na dodatek, właśnie ona, kompletnie nie zwracałaby na niego uwagi. Gdyby nie to, że cały czas jej dokuczał, bądź specjalnie na nią wpadał, zapewne nie wiedziałaby o jego dalszym jestestwie.

To właśnie sprawiało, że ostatnio chodził tak zdesperowany. Mieszkanie z nią w połączonych dormitoriach to jedno, a głupie odzywki to drugie. W rzeczywistości, znał jej plan dnia praktycznie na pamięć. Zawsze wstawała i chodziła spać o tej samej porze. Na obiady i kolacje szła z Ginny. Uczyła się zaraz po lekcjach. Potem czytała, albo słuchała muzyki. Czasem nawet przyłapał ją na śpiewaniu. Miała aksamitny głos.

Draco spojrzał na zegarek. To będzie długi dzień.

* * * 

Eliksiry jako ostatnia lekcja w piątek nie były dobrym pomysłem. Jedyną przytomną osobą była Hermiona, wesoło mieszająca w garnku. Nikt już nawet nie pytał, dlaczego Naczelna Prefekt od poniedziałku chodzi wiecznie uśmiechnięta.

Draco spojrzał na rozanieloną dziewczynę, która dostała kolejne W. Nagle, odwróciła się w jego stronę i przejechała palcami po swoich ustach.

Czy on miał przywidzenia? Czy właśnie Hermiona Granger – Królowa Stowarzyszenia Wiecznych Dziewic, zmysłowo poruszyła palcami, a jemu od tego widoku zrobiło się gorąco? Malfoy odwrócił głowę, stwierdzając, że zapewne miał omamy, od zbyt częstych wizji z udziałem jej osoby, jakie nawiedzały go w snach. To nie mogło się zdarzyć. Jednak ciągły uśmieszek na jej ustach wskazywał na coś zupełnie innego.

Dzwonek rozbrzmiał, a Draco szybko wyparował z klasy, nie chcąc zrobić jakiejś głupiej rzeczy, której potem będzie żałował. Na jego nieszczęście, torba zaczepiła się o klamkę i cała zawartość wysypała się na zimną posadzkę lochów. Zaklął cicho i kucnął, by ogarnąć.

Nagle, opalona i ozdobiona gustownym pierścionkiem dłoń złapała za jedną z książek i podała mu ją. Powoli uniósł oczy, przesuwając wzrokiem po rozpiętym mundurku, który odchyliwszy się, ukazał kształtne piersi.

- Dzięki – powiedział, oniemiale patrząc w twarz Hermiony.

- Nie ma za co – uśmiechnęła się, podając mu kolejną książkę tak, aby jej dłoń dotknęła dłoni blondyna. Wstała i ponętnie kręcąc biodrami, weszła na schody, zostawiając Draco w całkowitym braku orientacji oraz niemożliwością wypowiedzenia słowa.

* * *

Coś wisiało w powietrzu. Draco czuł to całym sobą, poczynając od głowy pełnej widoku kawałka nagiego, młodego ciała swojej współlokatorki, kończąc na tej męskiej części ciała, która wciąż odczuwała lekki wzwód.

Zachowanie Granger nie było normalne. Nigdy nie rzucała mu takich spojrzeń, ani ukrytych wyzwań. Pałała wręcz nienawiścią. A dziś? Dziś zachęcała go, prowokowała. Napięcie między nimi rosło z chwili na chwilę.

Westchnął głęboko, wstając z kanapy. Poszedł ku drzwiom, by iść na kolację. To będzie długi wieczór.

* * *

Hermiona była już gotowa. Czekała w dormitorium, schowana pod peleryną-niewidką. Ogarnęły ją wątpliwości. A co jeśli to wszystko się nie uda? Jeśli się zbłaźni lub co gorsze, Draco zacznie z niej szydzić? Nie dowie się, jeśli nie spróbuje. A musiała. Musiała mu udowodnić, że jest kłamcą.

* * * 
(od tego momentu osoby poniżej 18 omijają)

Uśmiechnięty Malfoy wparował do swojego pokoju. Miał zamiar chwycić za miotłę i polatać nad jeziorem. Zaczął się przebierać, podśpiewując znane hity Beatlesów, gdy nagle niewidzialna siła pchnęła go na łóżko. Potem poczuł więzy na swoich nagich ramionach.

- Co jest kurwa? – powiedział inteligentnie, rozglądając się i szarpiąc więżące go sznury. W pewnym momencie poczuł zapach jaśminowych perfum i znieruchomiał. - To chyba jakiś koszmar.

- Nie kochanie… To jedno z Twoich marzeń – powiedział głos, który Draco natychmiast rozpoznał.

- Nie, Granger...

Peleryna – niewidka opadła na podłogę, odsłaniając Granger w szkolnej szacie z herbem Gryffindoru.

- Cześć Draco – uśmiechnęła się słodko i podeszła krok bliżej. – Co by tu teraz z Tobą zrobić, hmm? – zaczęła delikatnie pocierać palcem po wargach. – Diabełek na pewno Cię nie wyratuje, drzwi do dormitorium zamknięte… mamy caały wieczór.

- Granger, Ty sobie żartujesz, prawda? – spytał przerażony blondyn, patrząc wprost w brązowe oczy.

- Nigdy. Nie. Wkurzaj. Lwicy. – powiedziała, spoglądając na niego z błyskiem w oku. – A teraz… - wyczarowała knebel, który wsadziła mu do ust. – Nie dałeś mi wyboru.

Chłopak dosłownie doznał paraliżu. Co tu się dzieje do cholery? Granger w takiej wersji chyba podobała mu się nawet bardziej. Ale, jeśli ma zamiar zrobić to, co podejrzewał, to nie pozbiera się do końca życia. I najwidoczniej na to się zanosiło.

W pokoju rozbrzmiały ciche, wibrujące tony „Coli”, a dziewczyna zaczęła swoją grę - delikatne poruszania biodrami w rytm piosenki. Następnie jej palce ruszyły w kierunku pierwszych guzików swojej szaty. Jeden za drugim, aż w końcu zmysłowo zsunęła ją z ramion, ukazując specjalnie wybrany na ten wieczór komplet koronkowej, czarnej bielizny. Nagie ciało błyszczało w ogniu świec, których dym roznosił po pomieszczeniu różany zapach.

Draco znieruchomiał. Jedynie jego zaciśnięte pięści zdradzały jakąkolwiek reakcję na to, co widział. A widok ten nie był nawet podobny do tego, który widział w snach. Nieprawdopodobieństwo tej sytuacji wręcz skłaniało go do myślenia, że to jest jeden z tych rzadkich, ale najlepszych nocnych mar, przenoszących człowieka w inny wymiar. Tak się właśnie czuł. Jakby to, co się działo było tylko iluzją. Ale kiedy Granger wdrapała się na łóżko i zaczęła zdejmować jego spodnie, poczuł jej gorące dłonie sunące po jego nogach i wiedział, że to, co się dzieje, to prawda.

Gdy na chłopaku pozostały tylko czarne bokserki, dziewczyna położyła się obok niego, kładąc swoje ręce na jego klatce piersiowej, a piosenka zmieniła się na „Faded”.

- Jak myślisz, zrozumiałeś już swój błąd? – spytała, drażniąc swoim oddechem jego twarz.

Blondyn pokręcił stanowczo głową. Nie miał pojęcia, o czym może mówić ta pokręcona, ale cholernie seksowna Gryfonka. Czuł, że więzy na jego nadgarstkach zostawią po sobie ślady, jeśli będzie się szarpał, ale nie miał innego wyjścia. Jego ciało właśnie tak reagowało. Chciało zdominować, a nie być zdominowanym.

- Nie? – uniosła twarz. – W takim razie, nie zapomnisz tej nocy do końca swoich dni. – Odsunęła się od niego i siadła na nim okrakiem. – Zmienisz zdanie…

Nagle, wyjęła z ust Dracona knebel, a jej własne opadły na jego. Szarpał się niemiłosiernie. Tak bardzo chciał ją dotknąć. Tak bardzo chciał zrobić coś więcej, niż tylko czekać, być na jej łasce. Nie miał pola do popisu. W ogóle nie miał żadnego pola. A ona całowała go tak, że zapominał o całym świecie. W trakcie trwania jego rozległych eskapad miłosnych nie czuł czegoś takiego. Teraz wiedział, że popełnił błąd. Już nigdy nie powie, że Hermiona Granger jest królową dziewic.

Walka zgłodniałych języków trwała, kiedy ponownie głos Lany del Rey rozbrzmiał w „Burning desire”. Dziewczyna oderwała się od niego, dysząc ciężko. W milczeniu patrzyli sobie w oczy, kiedy Hermiona przypuściła atak na jego szyję, całując szybko pompującą krew tętnicę.

Malfoy wydał z siebie jęk przyjemności.

- Rozwiąż mnie – wydyszał. – Błagam, nie wytrzymam…

Brązowowłosa położyła mu tylko palec na ustach i kontynuowała swoje działania, zaczynając coraz niżej schodzić z pocałunkami.

- Przepraszam, cholera, przepraszam – szeptał Draco, mając nadzieję, że na to Hermiona zareaguje. Nic bardziej mylnego.

Dziewczyna położyła dłoń na podbrzuszu chłopaka, a on znieruchomiał.

- Nie zrobisz tego… - powiedział, ale ona tylko zaczęła głaskać nabrzmiałą męskość współtowarzysza.

- To da Ci wiele do myślenia. – powiedziała. – Taka mała lekcja, mhm, etyki.

Złapała za gumkę od bokserek i sprawnym ruchem ściągnęła je w dół, uwalniając sterczący penis chłopaka.

- Boże, Granger, jeśli doprowadzisz mnie do końca, to zatrzymam Cię na zawsze – rzekł, nie zdając sobie sprawy, że mówi to na głos.

Hermiona znieruchomiała, a w jej sprytny umysł wkradł się diabelski pomysł.

- To dobre rozwiązanie – szepnęła, jakby do siebie i gorącymi ustami objęła męskość Dracona, z którego ust wyrwał się długi jęk.

Zaczęła lizać go i dmuchać na przemian, sprawiając mu niewypowiedzianą przyjemność. Ale to nie o to przecież chodziło. Dlatego, kiedy poczuła, że chłopak jest już blisko, odsunęła się.

- Co Ty wyprawiasz? – spytał, nie mogąc skupić na niej wzroku.

- Daję Ci nauczkę – szepnęła i pocałowała go w usta. Chwilę potem trzymała w ręku fiolkę z eliksirem Słodkiego Snu, której zawartość wlała do gardła swojej ofierze. – Słodkich snów – powiedziała i były to ostatnie słowa, jakie Draco miał zapamiętać.

* * *
(koniec sceny)

Pierwszym, co zarejestrowały oczy, było jaskrawe światło, które sączyło się przez okna. Dziwne, przecież zawsze zasuwał zasłony. Potem pojawił się ból w nadgarstkach. Czerwone pręgi odznaczały się na bladej skórze.

- Co do cholery?

Próbował wstać i poczuł niemiłosierne niezaspokojenie w jego męskiej sferze ciała. Zaczął składać fakty.

Okno,

niedopalone świece,

nadgarstki.

Granger. To nie był sen.

Ona tu była.

- Ja pierdolę…

* * *

Nie spała całą resztę długiej nocy. Tego, co wydarzyło się w sypialni obok, nie mogła porównać z żadną inną chwilą. Dlaczego do tej pory czuła, że ten wieczór coś zmieni, że udowodni coś więcej? Miała wrażenie, że już nigdy nie będzie umiała wyrzucić z pamięci widoku śpiącego Draco, tak bardzo nieświadomego tego, co mu zrobiła.

Żałowała. Naprawdę nie wiedziała, że ta decyzja tak wpłynie na jej psychikę. Do tej pory czuła usta chłopaka i to, z jaką mocą oddawał jej bezradne pocałunki. To było niesamowite. I przerażające jednocześnie.

* * *

Ginny zauważyła, że coś jest nie tak. Hermiona była zamyślona, a Malfoy gapił się na nią otwarcie, i najwidoczniej zrezygnował z głupich docinek. To wszystko było nadzwyczaj dziwne. Szczególnie to, że kolejne tygodnie mijały, a sytuacja dalej była taka sama. Bardzo ciekawiło ja to, co musiało zajść między nimi, że nawet słowem się do siebie odzywali. Diabeł twierdził, że przejdzie, ale ona mu nie wierzyła. Nawet kiedy spytała Mionę, ta zbyła ją krótkim: „Że niby co się miało stać” i przeszła do innego tematu. Takie zachowanie było nadzwyczaj dziwne.

* * * 

Obudziła się z głośnym krzykiem, zdyszana. Kolejny koszmar nawiedził ją w trakcie snu. Była zmęczona, znów nie mogła zasnąć do późna. Poprawiła swój brązowy warkocz. To wszystko przez to, że nie mogła przestać myśleć o Malfoy’u, o tym, jak uważnie jego szare oczy śledziły jej każdy ruch i o tym, jak ona za każdym razem go unikała. Tak bardzo chciała zapomnieć, ale mimo tego, że minęło kilka tygodni od tamtej nocy, wciąż jasne wspomnienie żyło w jej podświadomości.

Już miała wstać, aby otworzyć okno, kiedy drzwi do pokoju otworzyły się, ukazując jej współlokatora.

- Co Ty tu robisz? – spytała delikatnie zdziwiona. Nie rozmawiała z nim od tamtej pamiętnej nocy.

- Granger, krzyczałaś – powiedział, jakby to było całe wytłumaczenie.

- Miałam zły sen – oznajmiła szeptem, gdyż Draco zrobił kilka kroków w jej stronę.

- Może z Tobą zostać? – spytał, a nadzieja w jego sercu zapłonęła żywym ogniem.

- To nie jest dobry pomysł…

- Czemu? – przerwał jej szybko. Pragnął wyjaśnień. Po prostu chciał wiedzieć, czemu wtedy stało się tak, a nie inaczej. Czemu odeszła.

- Bo… bo ja – zaczęła się jąkać, szukając w głowie jakiejś sensownej odpowiedzi.

Nim zdążyła się zorientować blondyn leżał tuż obok, jego nagi tors błyszczał w nikłym świetle. Chwilę później poczuła, jak jego dłoń wplata się w jej, a on sam przyciąga ją do siebie.

- Nie wiem, co mi wtedy zrobiłaś Granger, – mówiąc „wtedy” dziewczyna od razu zrozumiała, że chodzi o tamtą noc – ale się w Tobie zakochałem. – Spojrzał jej w brązowe oczy. – Kocham Cię.

Hermiona uniosła głowę, nie wierząc w to, co właśnie usłyszała.

- To niemożliwe… - szepnęła.

Wtem Draco delikatnie ją pocałował.

To jest miłość. To uczucie bezpieczeństwa bez względu na wszystko. Te chwile, dające radość. Te wspomnienia, zostające już na zawsze. Ten magnez, przyciągający dwa ciała. Te oczy, które patrzą tak, jakby zawierzały życie. Te usta, które kuszą słodyczą. Te dłonie, zawsze służące pomocą.

Te dwa słowa, zbierające wszystkie objawy w jedno.

- Kocham Cię, Malfoy…
_____________________________________________________
Witam :)
Tak pod te Mikołajki, prezencik ode mnie : )
Mam nadzieję, że się spodoba, 
gdyż troche mam mieszane uczucia, no ale, to już Wy oceńcie :) 
Pozdrawiam gorrrąco, 
Lúthien ;*