środa, 18 maja 2016

Miniatura I: "Niezawodna pamięć"



PRZECZYTAJ ZANIM STWIERDZISZ, ŻE TO TYLKO BZDURY :P

Siema moi Drodzy :D 

Moja nieobecność jest wynikiem kompletnego braku weny i czasu, doskwiera mi całkowity spadek pisarskich wymysłów, przykro mi i przepraszam za to :(

Dlatego też doszłam do wniosku, że w zamian za ten zjazd zacznę stopniowo dodawać usunięte niegdyś miniaturki :D Myślę, że niektórzy ucieszą się z takiego obrotu wydarzeń :D

Mam nadzieję, że będą dla Was one idealnym punktem widzenia na moje dawne podjeście do Dramione :D Może ich poziom nie grzeszy wysokością, ale cóż, nie zaczyna się od najwyższych szczytów :D 

Obiecuję, że miniaturka będzie się pojawiać co tydzień, a jeśli wrócę do pisarskiego życia, wtedy nowości dodawać będę na bieżąco :D 

Pozdrawiam, 
Lúthien :*

_______________________________________________________

Kolejny miesiąc… Kolejna szklanka Ognistej Whisky w dłoni arystokraty… Kolejne nic nieznaczące kobiety w jego łóżku… Kolejne godziny spędzane na upijaniu się do nieprzytomności… Kolejne ranki w objęciach nie tej, którą chciałby mieć… Kolejna łza, chociaż pojedyncza, pokazująca ból…
* * *
Myślałam, że zapomniałam… Myślałam, że potrafię zmierzyć się z przyszłością… Myślałam, że gdy go zobaczę, nie rozpłaczę się… Myślałam, że gdy go ponownie usłyszę, nie zemdleję… Myślałam, że gdy on na mnie spojrzy, nie ucieknę wzrokiem… Myślałam, ale to tylko myśli, a nie rzeczywistość.
* * *
Każda historia ma swój początek i swoje zakończenie. Nic nie jest w stanie przewidzieć tego, co ukartował dla nas los. Jakie problemy i trudy musimy przejść w drodze do tak niepewnego szczęścia. Zatraceni we wspomnieniach, zapominamy o teraźniejszości, która przecież kształtuje przeszłość. Tylko przyszłość jest nieprzenikniona niczym wiosenna mgła. Nie wiemy co się wydarzy… Wróżbiarstwo to jedno wielkie, zagmatwane pojęcie nauki, która tylko w pewnym stopniu i to bardzo nikłym oraz niepewnym, pokazuje nam przyszłe wydarzenia. Ale tacy ludzie jak my, nie mają na to wpływu. Przychodzi nam tylko godzić się z tym, co rzuci nam pod nogi wiatr i iść dalej, ciesząc się każdą chwilą.
* * *
Minęło wiele czasu od ich ostatniego spotkania. On wyjechał do Polski, ona do Francji. Tak naprawdę każde z nich wierzyło, że to drugie się zmieniło. Dopiero teraz odczuwali brak tej drugiej osoby. Siebie nawzajem. I to bez żadnych zmian. Kochali się, ale nigdy tego nie wypowiedzieli. Pragnęli, ale nigdy tego nie ujawnili. Tęsknili, ale nigdy tego nie okazali. To błędy, które tylko oni mogą poprawić. 
-Wreszcie dom- mruknęła do siebie brązowowłosa dziewczyna, stojąc przed drzwiami zgrabnego domu. Stała tak chwilę, nie przejmując się spadającym na jej rzęsy śniegiem. Samotna, zagubiona, ale silna i pracowita. Wiedziała, że to będą bardzo smutne święta.
Otworzyła drzwi. Powitał ją mroczny przedpokój. Zapaliła światło, zawieszając kurtkę na wieszaku. Malutkie pomieszczenie pomalowane w tonacji beżu wyglądało bardzo gustownie. Zdjęła buty i weszła dalej. Otoczył ją całkiem spory salon ze ścianami w odcieniach pomarańczy. Kremowa sofa ustawiona była przed małym stoliczkiem. Położyła tam swoją torbę i ruszyła dalej. Kuchnia z szarymi płytkami i czerwonymi meblami dodała trochę ostrości domowi. W lodówce świeciło pustkami, więc postanowiła, że przebierze się i pójdzie na zakupy. Weszła schodami na górę, do swojej sypialni. Łączyło się z nią tyle wspomnień. To tam Ron poprosił ją o rękę. To tam się zgodziła. Tam płakała, gdy się rozstali, po tym jak ją uderzył. Tam odpoczywała. Tam kilka razy był On… Nie, nie myśl o tym. Szybko rozpakowała walizkę jednym ruchem różdżki i poszła do łazienki. Przebrała się, ubrała buty i kurtkę i wyszła z domu. Zamknęła drzwi zaklęciem i poszła najpierw do mugolskiego sklepu z żywnością. Odesłała zakupy jednym zaklęciem do domu. Weszła w ciemną uliczkę i deportowała się na Pokątną.
Wylądowała przed księgarnią Esy&Floresy. Musiała kupić prezenty, w końcu zbliżała się Gwiazdka. Długo zastanawiała się nad wyborem czegoś dla Ginny i padło na Znajdź czarodzieja w swoim dziecku. Był to poradnik dla rodziców, który pomagał uzdalniać dziecko jeszcze przed pójściem do szkoły. Harry i Ginny mieli już syna Jamesa. Miał on 1 roczek. Była jego matką chrzestną. Zaraz po jego chrzcie wyjechała z kraju. Zapłaciła należność i wyszła z pomieszczenia. Idąc, wiatr smagał jej włosy, targając je niemiłosiernie. James’owi wybrała małą replikę Błyskawicy, wiedząc, że jego ojciec na pewno będzie miał uciechę. Samemu Harry’emu wybrała zestaw eliksirów podręcznych, które kupiła w aptece. Obkupiona, udała się do małej kawiarenki na rozgrzewającą kawkę. Siedziała, myśląc co by było, gdyby nie zostawiła Go. Gdyby nie wyjechała. Gdyby zaryzykowała. Bała się, cholernie się bała, że ją zrani. Że zabawi się i zostawi. Tak bardzo się bała. Nie miała na to wpływu.
Szedł ulicą w stronę apteki. Jego twarz niemal zlewała się z pobielałym od śniegu niebem. Oglądał wystawy sklepowe z obojętną miną. Ciągle jakieś kobiety patrzyły na niego tęsknym wzrokiem. Nie zauważał tego. Nie chciał. Nagle w jednym z okien jakiejś kawiarni mignęła mu burza brązowych loków. Nie, to nie może być ona. Nie. Dyskretnie przyjrzał się. To była ona. Zmieniła pozycję siedzenia. Poznał ją . To ona. Tak. Jego serce podskoczyło z radości. Poczeka na nią, aż wyjdzie.
Piła spokojnie ciepłą już kawę. Robiło się już późno i zdecydowała się wyjść. Miała przecież odwiedzić jeszcze Potterów, którzy nawet nie wiedzą o jej przyjeździe. Zapłaciła, zostawiła napiwek, ubrała się i wyszła. Zrobiło się o wiele chłodniej niż wcześniej. Potarła ręce, przeklinając się w duchu, ze nie wzięła rękawiczek. Szła w kierunku ściany, przy której chciała się deportować.
Chłopak idzie za dziewczyną . Nagle ona staje. On przyspiesza. Dziewczyna już okręca się w miejscu, gdy chłopak łapie ją za rękę. Dziewczyna przestaje. Patrzy na swoją rękę, owiniętą w tak dobrze jej znaną dłoń. On. Wrócił. On wrócił… Czuje jego dotyk, pamięta go tak dobrze, chociaż tak bardzo chciała o nim zapomnieć. Nie podnosi głowy. Nie ma odwagi spojrzeć mu w twarz.
-Granger, spójrz na mnie, proszę- powiedział Draco błagalnym tonem, jakby to miało być ostatnią deską ratunku. Dziewczyna nie ruszała się. Delikatnie złapał jej brodę i uniósł do góry. Jej oczy. Oczy takie ciepłe, pełne miłości, jednak teraz zapełnione łzami.- Wreszcie, wreszcie Cię znalazłem- nie zastanawiając się długo, pocałował dziewczynę czule. Jego wargi tak pragnęły jej ust, tych malinowych ust. To była ona. Nareszcie. Oderwał się od niej.- Kocham Cię. Zrozumiałem to, kiedy odeszłaś. Kocham Cię-pomyślał. Hermiona zaczęła głośniej płakać.
Zapomniałam. A jednak pamiętałam. Smak tych chłodnych ust; dotyk tych bladych dłoni; spojrzenie tych szarych, nieskończonych oczu. A on całował, coraz zachłanniej, jakby to miało go uratować przed światem. Nie wyrywała się, wręcz przeciwnie, mimo łez , tak obficie płynących po jej twarzy, oddawała pocałunki z takim samym zaangażowaniem. Jednak jak wszystko przemija, tak i ona opamiętała się i wyrwała z uścisku.
-Co ty tutaj robisz ?- wielkie krople padały na blade policzki, a rzęsy były niewidocznie oszronione. Już chciała się deportować i w ostatniej chwili jej ramię złapał chłopak.
Aportowali się przy domu dziewczyny.
- Nie pozwolę Ci odejść. Zrozum to. Nie pozwolę- ostatnie słowa wykrzyczał, pocałował ją stanowczo w usta i deportował się. Zostawił Hermionę samą z myślami. 
Płakała. Całą noc, cały następny dzień. Cały czas. Sny wróciły ze zdwojoną siłą. Czemu jej to zrobił, czemu ? Pojawił się, zapalił iskierkę nadziei, która teraz znowu nie zgaśnie.
Nastał dzień Wigilii. Miała go spędzić sama ze swoimi troskami. Nie chciała zakłócać szczęścia Potterom, ani nikomu innemu. Poszła do sklepu na zakupy. Kupiła potrzebne składniki i ruszyła do domu. Otworzyła drzwi, a jej nozdrza owiał tak dobrze znany zapach. To niemożliwe- potrząsnęła głową. Rozebrała się i weszła po ciemku do salonu, nie zwracając uwagi na nic. Zapaliła światło w kuchni i wzięła się za przygotowywanie kolacji. Nagle na jej talii pojawiły się czyjeś ręce. Krzyknęła, próbując się wyrwać.
- Chyba nie myślisz, że będziesz dziś sama- usłyszała głos, który kiedyś wywoływał u niej uśmiech. Draco zaczął muskać szyję Hermiony swoimi ustami, nie zważając na to, że dziewczyna trzymała w ręku patelnię.
- Proszę Cię, przestań- zdziwiony odchylił swoją głowę.- Jak ty się tu dostałeś?
- Jestem czarodziejem w końcu, nie?- uśmiechnął się.- Dlaczego wyjechałaś?
Wahała się przez chwile - Prawda? Przecież mnie wyśmieje. Ale chociaż odejdzie i nie będzie się mną bawił.
- A jak myślisz. Z żadną dziewczyną nie byłeś dłużej niż dwa tygodnie. Zakochałam się, jak głupia. Cały czas żyłam w strachu, że mnie zostawisz. Odeszłam, prościej było zapomnieć-wyrzuciła z siebie.
Jego myśli biegły jak oszalałe. Zakochała się. W nim. To niemożliwe. Błagał o to. Marzenia się spełniają.
- Granger, nigdy nie byłaś jakąś tam dziewczyną. Ty byłaś, jesteś tą jedyną. Nie rozumiesz. Nie zapomniałem . Myślałem o Tobie cały czas, nie było nocy bym nie widział Cię w snach. Nie było dnia spokoju, w którym wspomnienia nie zalewałyby mojego umysłu. Granger, ja, ja Cię kocham …-powiedział prosto w oczy Miony, błagając by odpowiedziała to samo. Głośny brzdęk wypełnił im uszy. To patelnia spadła Herm z ręki. Dziewczyna tylko przybliżyła się do chłopaka i pocałowała go, czując ten chłód, za którym tak niezmiernie tęskniła. Całowali się bez opamiętania, nie mając w tym umiaru.
- Kocham Cię Draco, tak tęskniłam- wymruczała mu do ucha, a on tylko przytulił ją mocno.
Wzięli się za przygotowywanie kolacji. Szybko zrobili kilka potraw i nakryli do stołu, a Hermiona poszła się przebrać. Założyła na siebie czarną sukienkę przed kolano z długim rękawem, przylegającą do ciała. Włosy związała w luźny koczek, założyła czarne szpilki i srebrną biżuterię. Zeszła na dół.
- Śliczna jak zawsze- powiedział blondwłosy, który wcale nie wyglądał gorzej. Jego mleczna karnacja idealnie kontrastowała z czarnym garniturem i koszulą. Dziewczyna uśmiechnęła się w podzięce.
- Podzielmy się opłatkiem- powiedziała Miona cicho.
- Myślę, że to, co teraz się stanie będzie moim jedynym i najważniejszym życzeniem-podszedł do niej i uklęknął. Z wewnętrznej kieszeni wyjął czarne pudełeczko. Otworzył je delikatnie.
- Hermiono Jean Granger, czy zechcesz zostać moją żoną?- spytał z szerokim uśmiechem na ustach.
-No nie wiem, nie wiem –powiedziała. Mina chłopakowi momentalnie zrzedła.- Oczywiście , że chcę- wykrzyknęła radośnie i pocałowała krótko jego wargi. Założył jej na palec piękny, srebrny pierścionek, z kilkoma brylancikami ułożonymi w finezyjny wzór.
- Jest piękny- mruknęła do chłopaka.- No to jedzmy.
* * *
Minął rok. Piękny rok. W życiu dwójki zaszły wielkie zmiany. Tak potoczyło się ich życie. Splotło ze sobą ich ręce w drodze do szczęścia. Kolejne święta mijały im wesoło. Tym bardziej, że była ich już trójka. Kilkutygodniowy Scorpius był całą dumą Dracona i wielką radością Hermiony. Tak spędzali święta w towarzystwie Potterów i ich dwójki dzieciaków.
Znaleźli siebie. Pośród milionów innych ludzi odnaleźli tę drugą połówkę. Przebrnęli przez te wszystkie trudy, kłopoty i problemy. Zawalczyli, zaryzykowali i dostali w zamian szczęście.
Czy można chcieć więcej? Nie…oni chcą tylko siebie.

niedziela, 20 marca 2016

Miniatura XXIV

Cause you're my religion, you're how I'm living
When all my friends say I should take some space
Well I can't envision that for a minute
When I'm down on my knees, you're how I pray
__________________________________________________
Moje myśli wciąż wracają do niego.

Jego niebieskie oczy błyszczały w ciemnym pokoju, gdy patrzył na mnie z góry. Źrenice rozszerzone do granic możliwości rejestrowały każdą część mojego nagiego ciała. Rzęsy rzucały długie cienie na policzki.

Jedna dłoń głaskała mój bok, delikatnie, tak jakbym za chwilę mogła zniknąć, jakby jego dotyk miał mnie unicestwić.

Ja jednak wcale nie miałam zamiaru uciekać.

Byłam ogarnięta urokiem, który zwinnie roztaczał. Coś niesamowitego działo się za każdym razem, kiedy jego palce wędrowały po moim ciele. Coś uzależniającego, hipnotyzującego w sposobie, w jakim wypowiadał poszczególne słowa.

- Jesteś moja – słyszałam wtedy wyraźnie, jego dłoń trzymała moje biodro mocno.

Nie protestowałam. Nigdy nie zdobędę się na odmowę. Nie dla niego.

Uzależnienie objawia się potrzebą ciągłego zażywania swojej dawki, za każdym razem w większej ilości. Nie ważne, czy jest to kokaina, marihuana, alkohol. Wszystko działa w ten sam sposób. Wiedziałam, że jeśli powiem „nie”, mój narkotyk odejdzie. A wraz z nim odejdę ja.

Dlatego, gdy pojawiał się w progu, miałam świadomość, że potrzebuję coraz więcej niego. Za każdym razem, dawałam mu więcej w nadziei, że więcej dostanę.

Jego usta zakrywają moje, a nasze ciała splatają się. Jest we mnie, porusza się powoli, razem ze mną sięga po rozkosz. Zawsze każe mi patrzyć w oczy, krzyczy, gdy tego nie robię.

Bezwzględny - otarte nadgarstki, zaczerwienienia na szyi zawsze pozostają po wspólnej nocy. Ale to dla mnie tak wiele. Trzyma mnie to w pewności, że to, co się działo nie było senną marą.

Zastanawiam się, czy to, co czuję to właśnie miłość.

Pragnę go znów obok siebie.

Pragnę mieć pewność, że przybędzie.

Pragnę go już na zawsze.

Pragnę poznać jego życie.

Pragnę opowiedzieć mu swoje.

Pragnę oddać mu swój oddech.

Pragnę…

Pragnienia to tylko marzenia, które mogą gorzko zawieźć lub szczodrze ucieszyć.

Obym nigdy nie przestała pragnąć.
___________________________________________________

wtorek, 8 marca 2016

Miniatura XXIII (18+)

Because I'm crazy, baby
I need you to come here and save me
I'm your little scarlet, starlet, singing in the garden
Kiss me on my open mouth ready for you
______________________________________________________

Najpierw spojrzałam w jego oczy. Z daleka uniosłam brew. Byłam całkowicie świadoma tego, że to ujrzał. Taki właśnie miałam zamiar.

Jego szklanka wypełniona drogim trunkiem uniosła się w niemym toaście przeznaczonym tylko dla mnie. Uśmiech rozświetlił moją twarz – zwodniczy, uwodzicielski, wyrachowany.

Odwróciłam wzrok i pewnym krokiem przemierzyłam salę wypełnioną nadętymi bogaczami, których myślenie ograniczało się do jednej rzeczy – pieniędzy. Stukot czarnych szpilek znikał w gwarze rozmów.

To jednak nie miało znaczenia. Wiedziałam, kiedy On zdecydował się podążyć za mną. Czułam jego oddech na swoich plecach. O to właśnie chodziło tej nocy.

Dzisiejszego wieczoru dostałam szansę. Mogłam naprawić to, co sprawiło, że stałam się tym, kim byłam.

Wchodzę do gabinetu, który wita mnie otwarty. Siadam na biurku i czekam. To kwestia kilku chwil.

Zaraz usłyszę jego głos, dostrzegę zmiany, jakie czas naniósł na twarz. Wreszcie zostanę przywrócona do życia.

Drzwi otwierają się, a jego ciało wślizguje się do środka. Wreszcie odwraca się w moją stronę.

- Kim on jest? – pyta krótko ze złością, a ja wiem, o kim mowa. Nie chcę się jednak tłumaczyć. To nie ma znaczenia. Nic już nie ma znaczenia.

Podchodzę do niego w ciszy.

- Kto to? – ponawia pytanie, ja jednak wciąż milczę.

Wiem, że to mnie naprawi.

Dlatego nie zastanawiając się nad niczym, przysuwam się, łapię jego głowę w dłonie i zaczynam całować jego usta. Z początku wszystko jest niewinne, tak jak nasze pierwsze pocałunki.

Potem jednak wybucha ogień.

Nasze języki zaczynają się ścierać. Jego dłonie wreszcie lądują na moich plecach, ich dotyk jest znajomy, kojący.

Moje ręce niecierpliwie kierują się ku guzikom białej koszuli, która zaraz upada na podłogę.

Dotykam jego nagiej klatki, pleców. Jest mi gorąco, tak bardzo gorąco, a gdy on zdejmuje moją czarną sukienkę, czuję wielką ulgę.

Popycha mnie w stronę kanapy stojącej w rogu gabinetu. Upadamy na nią, wciąż się całując. Jest na mnie, a ja czuję, że ożywam.

Jego dłoń wsuwa się w moje majtki i obejmuje moją kobiecość. Jęczę, gdy jego palec wsuwa się do środka i zaczyna się poruszać. Drugą dłoń trzyma na mojej piersi.

Jestem zniecierpliwiona. Chcę go najbliżej jak tylko się da.

Zsuwam dłoń i rozpinam guziki spodni, zsuwam je szybko razem z bokserkami.

Przesuwam palcami po jego erekcji, pobudzam go jeszcze bardziej.

Chwyta swój penis i zastępuje nim swoje palce, wprowadzając go we mnie. Oddycham ciężko. Tego chciałam, tego pragnęłam, to mam.

Dyszymy oboje, gdy porusza się. Trzymam swoje dłonie na jego plecach, paznokcie pozostawiają delikatne ślady.

Znajome ruchy, znajome pocałunki, znajomy dotyk doprowadzają mnie do szaleństwa.

Orgazm uderza w nas oboje, gdy mężczyzna upada na mnie, a ja łapę go za włosy i przytulam jego głowę do piersi. Dyszymy ciężko, cisza między nami trwa nadal.

W końcu, gdy nasze serca odzyskały zwykły rytm, jego głowa unosi się, a oczy patrzą wprost w moje. Jego twarz jest poważna, dostrzegam jednak coś specyficznego w spojrzeniu, które mi posyła.

- A teraz powiedz mi, skarbie, kto to jest? – pyta, a wtedy mój śmiech wypełnia całe pomieszczenie.

Wróciłam.

______________________________________________________
Lana del Rey- Off to the Races 
Wiecie, co robić.
L. ;* 

sobota, 27 lutego 2016

Miniatura XXII: "Ratunek" cz. I

Lost but now I am found
I can see but once I was blind
I was so confused as a little child
Tried to take what I could get
Scared that I couldn't find all the answers honey
___________________________________________________________

W ciemnej celi jedynym źródłem światła była świeca, stojąca na małym stoliku. Obok niego znajdowało się posłanie złożone z cienkiego materaca i równie lichego koca. W pomieszczeniu dało się słyszeć cichą walkę o oddech pewnej dziewczyny, która leżała pod ścianą. Jej świadomość już dawno wygasła, nadzieja zniknęła, a umysł powoli przyzwyczajał się do swojego nieubłaganego losu.

Za drzwiami ktoś cicho wypowiedział zaklęcie: Alohomora. Zamek kliknął i czarna postać wsunęła się do środka.

Przybysz, nie zdejmując kaptura, rozejrzał się i podszedł do dziewczyny.

- Hermiona? Hermiona? – pytał. Ale dziewczyna nie odpowiadała.

Nie zastanawiając się wziął bezwładne ciało na ręce i wyniósł, pozostawiając pustą jedną z części lochów twierdzy Lorda Voldemorta.

* * *

Hermiona powoli wyrywała się z sennych objęć. Było jej ciepło i wygodnie, dlatego nie chciała otwierać oczu. Nie chciała znowu oglądać ociekających wodą cegieł lochów Voldemorta. Jednak w pewnym momencie usłyszała obok siebie kroki, a śmierciożercy nigdy nie otwierali cel.

Dziewczyna rozchyliła powieki i dotarło do niej światło dnia. Musiała zmrużyć oczy, by przyzwyczaić się do jasności, której nie widziała tyle czasu.

„Co się stało?”- zadawała sobie pytanie. Nie pamiętała nic prócz tego, jak osuwała się po mokrej ścianie i swojego płaczu na podłodze celi.

- Witaj Granger – usłyszała, gdy jej oczy napotkały stalowy wzrok Draco Malfoy’a, jej szkolnego wroga.

Stał obok łóżka, wysoki, blady, starszy. Miał na sobie białą koszulę i czarne spodnie, a jego twarz nie wyrażała nic innego, jak skrajne rozbawienie.

- Gdzie jestem? – spytała szybko. – Jak to się stało?

- Oj Granger, może odpowiedziałabyś grzecznie na moje powitanie, co? – odpowiedział patrząc gdzieś w okolice jej piersi.

Hermiona dopiero wtedy spostrzegła, że pod cienką kołdrą nie ma na sobie kompletnie nic.

- Malfoy! Co Ty wyprawiasz? – otuliła się szczelniej. – W tej chwili tłumacz, o co tu chodzi! – rumieniec okrył jej policzek. – Jeśli myślisz, że zostanę Twoją seks-niewolnicą, albo czymś takim…- nie dokończyła, ponieważ blondyn roześmiał się na cały głos.

- Widzę, że wyobraźnia nadal działa prawidłowo – powiedział, śmiejąc się i pokazując przy tym zęby.

- Mów!

- Nie muszę Ci się tłumaczyć, Granger. Póki co, zostajesz tutaj i robisz wszystko, co każę Ci zrobić – rzekł, gdy coś za oknem pochłonęło jego uwagę.

- Odpłacę się…

* * *

Dni mijały, a stan Hermiony polepszał się. Nabrała sił i jak najmocniej starała się unikać obecności Draco. Czasami jedli razem śniadania, czasami budziła się w środku nocy, gdy siedział w kuchni i opatrywał swoje rany, czasami wracał i kazał jej siedzieć w pokoju, dopóki nie doprowadził się do porządku.

Nadal nie wiedziała, w jakim miejscu się znajduje. Było to zaklęcie, o którym niegdyś czytała. Mieszkanie było ładne, ale nieduże, dlatego sprawiało wrażenie przytulnego. Jedna ze ścian zapełniona była książkami, które uporządkowane leżały na wielkim regale.

Dziewczyna czuła się tu dobrze. Nigdy nie pomyślałaby, że Draco Malfoy mógłby uratować ją z koszmaru, jakim było ostatnie kilka tygodni jej życia. Zastanawiała się jedynie w jakim celu to właśnie on ją odszukał.

Jak do tej pory, nie mogła mu nic zarzucić. Był wobec niej obojętny, nie maltretował jej tak, jak robili to śmierciożercy. Praktycznie ze sobą nie rozmawiali. Tylko raz odważyła się spytać o to, co stało się tamtego dnia. Wtedy zbeształ ją, by przestała zadawać pytania, bo w każdej chwili może tam wrócić.

Hermiona westchnęła ciężko i wróciła do przygotowania kolacji. Lada moment miał pojawić się Draco.

* * *

W kuchni świeciły się lampy, kiedy para jadła posiłek. Ich rozmowa opierała się na wymianie spostrzeżeń na temat pogody, która była tego dnia wyjątkowo paskudna. Gdy cisza przeciągała się, Draco wstał od stołu, wyjął dwa kieliszki i nalał do nich czerwonego wina.

- Zdrowie, Granger – powiedział, podając jej trunek. Chciał by ten dzień nabrał trochę koloru. – Może jutro będzie lepsze niż dzisiaj.

- Co się stało? – zapytała Hermiona, upijając łyk.

Draco nie odpowiedział, patrzył tylko na dziewczynę. Tylko dzięki niej jeszcze się jakoś trzymał. Nie mogła wiedzieć, jaka sytuacja panowała teraz na wojennym froncie. Koniec był blisko, zbyt blisko. Wiedział, że niedługo ona odejdzie. A on znów zostanie sam.

Wypił zawartość swojego kieliszka jednym haustem.

- Przepraszam – powiedział cicho, patrząc w jej brązowe oczy.

Hermiona zamrugała mocno i przetarła oczy, nie dowierzając temu, co właśnie usłyszała. Za co mógłby przepraszać ją Malfoy? I od kiedy on zaczął kogokolwiek przepraszać? Nie zdążyła spytać, a Draco kontynuował.

- Jesteś uznana w całym magicznym świecie za osobę zmarłą – wyrzucił szybko i zamknął oczy. Wiedział, że ukrywanie tego faktu nie ma sensu. – Gdy zostałaś porwana, wszyscy zostali przekonani, że nie żyjesz, jedynie najbliżsi współpracownicy Czarnego Pana wiedzieli, że wciąż żyjesz. Ale kiedy wyciągnąłem Cię z lochu, i oni musieli przyznać oficjalnie Twoją śmierć.

Dziewczyna oniemiała. Ta informacja powiedziała jej, że powrót do realnego świata będzie wielką niewiadomą. Zdała sobie również sprawę z tego, że Draco nie tylko ją uratował, ale wciąż ją chroni.

- Dowiedzieli się, że to Ty? – zapytała, patrząc mu w oczy.

- Nie…

- Dziękuję – powiedziała i złapała go za rękę.

Draco szybko wysunął dłoń z uścisku. Dreszcz, który przeszedł jego ciało w momencie, w którym go dotknęła sprawił, że był gotów zrobić dla niej wszystko.

- Dobranoc – pożegnał Hermionę, dając jej tym do zrozumienia, że czas by opuściła kuchnię.

* * * 

Dni dłużyły się Hermionie niemiłosiernie. Czekała jedynie wieczoru, gdy do domu wracał Draco z nowymi wieściami. Od tamtego dnia, kiedy dowiedziała się całej prawdy, zaczęli coraz częściej rozmawiać. Co prawda, wymieniali często uwagi jedynie na jakieś powierzchowne tematy, ale zdarzały się momenty, gdy na wierzch wypływały wspomnienia, a zwierzenia osiągały intymny poziom.

Nigdy nie spodziewałaby się, że Malfoy stanie się jej sprzymierzeńcem, przyjacielem. Coraz częściej zastanawiała się, dlaczego uratował właśnie ją. Zawsze łączyła ich nienawiść, on był czynnym śmierciożercą i zwykłym draniem, ona natomiast tą dobrą dziewczyną, przyjaciółką Wybrańca i Rona, i Ginny.

Ale to nie oni wyzwolili ją z okrutnych rąk Voldemorta. Był to Draco. Ktoś, po kim nigdy by się tego nie spodziewała.

Było już kilka minut po północy, gdy wreszcie drzwi mieszkania otworzyły się, a do środka chwiejnym krokiem wszedł obiekt myśli dziewczyny.

- Witaj kochanie! – powiedział Draco, zdejmując płaszcz, mało co przy tym nie upadając na podłogę. – Nie spodziewałaś się mnie tak wcześnie, co? – dodał, łapiąc równowagę.

- Malfoy! – krzyknęła Hermiona, gdy zatoczył się, wpadając na stolik.

Mężczyzna zaczął bełkotać niewyraźnie, gdy kobieta popchnęła go na kanapę, na której jeszcze przed chwilą czytała.

Momentalnie, Draco zasnął i zaczął pochrapywać cicho. Jego twarz momentalnie zmieniła wyraz, stała się łagodna, odprężona.

Koszula Malfoy’a w kilku miejscach była zakrwawiona. Nie zastanawiając się długo, Hermiona zaczęła rozpinać guziki i zsuwać ubranie z ramion mężczyzny. Na jego torsie widniało kilka zadrapań, a na boku ciągnęła się rana od zaklęcia tnącego.

Dziewczyna wzięła różdżkę wystającą z kieszeni spodni i rozpoczęła leczenie każdej rany po kolei. Blondyn syczał przy niektórych czynnościach, jednak wciąż spał jak zabity. Ilość alkoholu dała mu się we znaki.

* * *

Gdy już Hermiona zrobiła wszystko, co należało by doprowadzić Draco do używalności, poszła wziąć prysznic. Była bardzo ciekawa tego, co też mogło sprawić, że doprowadził się do takiego stanu.

Była pewna, że wydarzyło się coś wielkiego. Malfoy nigdy nie wracał do domu pijany.

Zastanawiała się też, kiedy poznała na tyle tego mężczyznę, by wiedzieć o nim takie rzeczy. Wszystko stało się szybko. Szybko zaaklimatyzowała się w tym miejscu i zaczęła nazywać go domem. Szybko zapomniała, że jej prawdziwy dom znajdował się w Londynie. Szybko zdała sobie sprawę, że obecność Draco była dla niej czymś przyjemnym, czymś, co dawało jej chęci do tego, by kiedyś wyjść na wolność.

Wyszła z łazienki w samym ręczniku i skierowała się w stronę salonu, by sprawdzić, co z jej towarzyszem. Leżał on nadal na kanapie, jego oczy były zamknięte, oddychał miarowo.

Wpadła na pomysł, by postawić mu butelkę wody i eliksir na kaca na stoliku. Wyjęła wodę z lodówki i zaczęła szukać w szafce odpowiedniej mikstury, gdy na poczuła na swoich biodrach dłonie. Krzyknęła cicho i odwróciła się szybko, mając przed sobą półnagiego, całkiem przytomnego Draco, który przypierał ją do kuchennego blatu.

- Co robisz? – spytała, a jej oczy rozszerzyły się.

- To, co powinienem zrobić już dawno – wyznał, a jego usta opadły na rozchylone wargi Hermiony.

____________________________________________________
Cześć :D 
Co myślicie o tym wytworze mojej wyobraźni? 
Co myślicie o szablonie? 
Komentujcie, proszę, to naprawdę daje wiele :)
I bardzo prosze mi zostawiać linki do swoich blogów, umieszczę w polecanych :D
Kolejna część jak sprawdzianik z bryły sztywnej będzie na 2 :DDDDDD
Wszelkie pytania o starsze miniaturki proszę kierować na e-mail:
verstehe.euch.nicht@gmail.com
Pozdrawiam, 
L. :*

niedziela, 6 grudnia 2015

Miniatura XXI (18+)

Ever since my baby went away
It's been the blackest day
All I hear is Billie Holiday 
It's all that I play
_____________________________________________

Moje myśli są zasnute mgłą. Nie wiem, co robię.

Wciąż ją widzę, gdy przyciskam jej ciało do ściany mojego mieszkania. Ma szeroko otwarte oczy i oddycha ciężko. Ale ja już nie potrafię przestać. Chcę dotknąć jej ciała, chcę ją pocałować, chcę by zaczęła przeze mnie krzyczeć.

Przyciskam swoje usta do jej, moja dłoń wplata się w brązowe loki. Gdy rozchyla wargi, wsuwam między nie język i prawie jęczę z rozkoszy. Smakuje winem, którego kieliszek dopiero wypiła.

Oddaje pocałunek i zaczyna wplatać swoje dłonie w moje włosy. Czuję dreszcze, gdy ociera się o nagą skórę. Zaczynam coraz gwałtowniej dotykać jej pięknego ciała.

Biorę ją na ręce i niosę w stronę sypialni. Zasysam jej dolną wargę, a ona wydaje z siebie słodki jęk. Kładę ją delikatnie na łóżku i odsuwam się, zdejmując koszulkę. Ona robi to samo, moje dłonie lądują na jej piersiach, zaczynam ściskać je i szczypać.

Przyciąga mnie do siebie i zaczyna całować mocno, a jej nogi oplatają moje biodra. Mój członek zesztywniał i zaczął boleśnie uciskać spodnie. Zdejmuję jej stanik, a ona zaczyna zsuwać to, co pozostało.

Moje pocałunki schodzą coraz niżej na brzuchu, aż w końcu rozpinam jej spodnie i rzucam je w daleki kąt pokoju. Moja dłoń zaczyna bawić się jej kobiecością. Coraz głośniejsze jęki wypełniają pomieszczenie.

Ale ona nie jest wcale taka niewinna, na jaką wygląda. Masuje mojego penisa przez materiał bokserek. Czuję się jakbym odpływał, nie ma nic innego, prócz jej dłoni w tym miejscu, jej ust na moich ustach i jej ciała pod moim ciałem.

Oboje zdejmujemy z siebie ostatnie części garderoby i ona przejmuje inicjatywę. Rzuca mnie na plecy i siada okrakiem na moich udach. Bijące od niej ciepło drażni moją skórę.

Pochyla się nade mną i znów całuje mnie mocno. W tym samym czasie łapie mój członek i powoli wprowadza w głąb siebie. Obojgu nam wyrywa się okrzyk i zaczynamy ostateczny taniec ciał.

Unosi się nade mną, jej piersi kołyszą się. Trzymam ją za biodra, kontrolując jej ruchy. Nasze oddechy są urywane, głośne.

Powoli zbliżam się do końca. Czuję jak zaciska się na mnie, zaczyna krzyczeć, gdy dosięga ją orgazm. Odlatuję i dochodzę wewnątrz niej, znaczę ją.

Kilka minut później opadamy wymęczeni. Daję jej długiego całusa.

- Jesteś tylko moja – mówię szczęśliwy, obejmuję ją mocno i zasypiam.

Ale kiedy się budzę, jej już nie ma.

Na stoliku leży skrawek kartki.

Wpadam w szał, gdy czytam słowa. W ścianie pozostaje wgłębienie, a moja pięść krwawi.

W dłoniach ściskam kawałek papieru, marne słowo, wyrażające fałszywą skruchę. „Przepraszam” pisane zgrabnym, kobiecym pismem.

- Niech Cię cholera, Granger – mruczę do siebie. – Jeszcze Cię znajdę.
_________________________________________
Prezent na Mikołajki ode mnie :P
To jeszcze nie koniec :) 
Lúthien 

poniedziałek, 2 listopada 2015

Miniatura XX: "Już wiem"

Oh my heart it breaks every step that I take
But I’m hoping at the gates
They’ll tell me that you’re mine
____________________________________________

Patrzę na Nią wśród kolorowych świateł. Głośne dźwięki ogłuszają moje ciało, ale moje oczy wiedzą, czego szukają.

Szukają Jej.

Kolejny raz Ją widzę, właśnie tutaj, znowu ma na sobie sukienkę. Ta jest całkiem inna od poprzedniej. Delikatna, zwiewna, adekwatna do gorącego wieczoru, który nas otacza. Tańczy z kimś. Nie wiem, kim on jest, ale chcę Ją od niego odciągnąć.

Gdyż to ja powinienem być na jego miejscu.

Wszystkie inne ciała zlewają się, twarze niczym się od siebie nie różnią. Jedynie Ona jest wyraźna, widzę każdy szczegół, który składa się na Jej obraz.

Odsłonięte ramiona, nogi, szyja, rozpuszczone włosy pokręciły się od wilgotnego powietrza, szminki już dawno nie ma na Jej ustach, paznokcie są krótko obcięte, oczy są zmęczone, ale wciąż żywe.

Niespodziewanie i Ona odwraca się w moją stronę, a w spojrzeniu błyska rozpoznanie. Uśmiecha się, prawie zwalając mnie tym z nóg.

Już wiem, że będzie moja, choćbym miał poruszyć niebo i ziemię.

* * * 

Piję za dużo, ale nie jestem w stanie się opanować. Moje ciało rwie się w Jej stronę, aż w końcu wygrywa i biorę Jej dłoń. Zaczynamy tańczyć. To dopiero początek. Noc trwa, ale świt zaczyna nas doganiać.

Nie powinienem Jej o to prosić. Całuje mnie delikatnie przez ulotną chwilę.

I już wiem, że kompletnie wpadłem.

* * *

Patrzę na Jej uśmiech. Jest urocza, zawsze gdy zaczyna mówić o czymś z pasją. Ma swoje zdanie, ale szanuje moje, nawet jeśli jest całkiem różne od Jej własnego. Mam wrażenie, że coraz bardziej ulegam.

Trzymam Jej dłoń.

Już wiem, że nigdy nie chcę jej puścić.

* * *

Całuje mnie, a ja czuję narastające pożądanie. Chcę dotknąć każdego skrawka Jej skóry. Wplatam palce w Jej włosy, druga dłoń trzyma Ją za szyję. Nasze usta są złączone, czuję Jej palce w okolicach serca. Wydaje mi się, że czas stanął w miejscu.

Cicho mruczy, a ja staram się opanować.

Już wiem, że pragnę tylko Jej.

* * * 

Czuję, że jakiś zły omen stara się przerwać nasze szczęśliwe chwile. Ona zaczyna się wycofywać. Widzę Ją, ale mam wrażenie, że stoję przy zamkniętej skrzyni, do której złamałem klucz.

Ona mnie uspokaja, mówi, że wszystko jest w porządku. Tłumaczy, że to chwilowe.

Już wiem, że chcę Jej wierzyć.

* * *

Wchodzę no naszego mieszkania. Zimny dreszcz przebiega mi po plecach. Jest cicho i ciemno. Niepokój rozbłyskuje w mojej głowie, a ja zaczynam Jej szukać. Zaglądam do każdego pomieszczenia, ale Jej nigdzie nie ma.

Drzwi naszej sypialni są otwarte, a gdy jestem w środku widzę, że biżuteria leży tam, gdzie zawsze. Otwarta księga pokrywa stolik nocny, a łóżko jest zaścielane.

Wtedy do mojej świadomości dociera straszna prawda.

Rozglądam się po pokoju. Jej zdjęcie stoi na szafce, a czarna wstęga pokrywa ramkę.

Upadam na kolana.

I już wiem, że odeszła.

Moja Hermiona…

_____________________________________________
Witam :)
Dziękuję za komentarze pod rozdziałem. :)
Cieszę się, że jesteście ;*
Wkrótce coś więcej :)
Tymczasem zapraszam na krótką miniaturkę i proszę o komentarze! 
Pozdrawiam, 
L. ;* 

środa, 21 października 2015

Rozdział II: Szansa

Już czas nauczyć się wypatrywać tęczy, gdy pada,
Zwłaszcza, kiedy pada w nas.
A gdy zmrok zapada, mrokowi nie dawać szans
I kierować się ku światłu gwiazd.
________________________________________________

Hermiona wstała rano z lekkim bólem głowy, który był echem poprzedniego wieczoru. Zasnęła dopiero późno w nocy, a przez jej umysł wciąż przelatywała leżąca w torebce wizytówka. Myślała o tym, by zadzwonić na ten numer.

Zrobiła sobie kawę i usiadła z telefonem w ręku. Aż w końcu wybrała numer i nacisnęła zielony przycisk.

- Słucham? – usłyszała męski, zaspany głos. Speszyła się, wiedząc, iż obudziła tego człowieka.

-Dzień Dobry. Czy to pan Anthony Ryder? – spytała, a gdy potaknął, kontynuowała -Dostałam ten numer…

- Skąd go masz? – powiedział nagle rozbudzony głos, a Hermiona trochę zwątpiła.

- Dostałam od barmana w Dragon Moon – odrzekła spokojnie. Głos w słuchawce westchnął delikatnie.

- Możemy umówić się na spotkanie i porozmawiać – zaproponował rzeczowym tonem niejaki Anthony, a Hermiona zaczęła się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze robi. – Oczywiście na tle zawodowym – dopowiedział. – W moim biurze w Dragon Moon.

Zimna kalkulacja, która właśnie odbywała się w umyśle dziewczyny zdecydowała.

- O której mam się zjawić?

- O 21.00.

* * *



- Jak się czujesz tatusiu? – spytała Hermiona, patrząc na jej bohatera, który w tej przerażającej bieli, sam wyglądał jak anioł.

- Dobrze córeczko – uśmiechnął się uspakajająco.

Hermiona odwzajemniła uśmiech. Wiedziała, że poranna decyzja o zadzwonieniu do agencji była słuszna. Nie mogła skazać ojca na los, którym go obdarowano.

- Jak minął Ci wczorajszy dzień, słonko? – spytał tata, oglądając jej szczupłą twarz. – Jadłaś śniadanie?

- Tatoooo, nie martw się o mnie. Jadłam – skłamała, krzyżując palce za plecami.

- Muszę się martwić – powiedział, uśmiechając się ciepło.

Dziewczyna usiadła na łóżku obok leżącego ojca, który złapał ją za rękę. Nie chciała nawet myśleć o tym, że mogłaby go stracić. Zbyt wiele pięknych chwil było jeszcze przed nim, jak i również przed nią.

- O czym myślisz? – zapytał ją ojciec, a jego pobladła twarz wyrażała zainteresowanie.

Hermiona spojrzała na niego i uśmiechnęła się uspakajająco.

- Myślę, że wiem skąd zdobędę pieniądze na zastawkę – wyrzuciła jednym tchem, obserwując reakcję swojego rodzica, który próbował przybrać groźną minę.

- Mionka, mówiłem Ci, że nie ma takiej mowy. Nie będziesz się zaharowywać – powiedział póki co spokojnym tonem.

- To praca tylko na wieczory – powiedziała i uścisnęła jego rękę.

- Co to za praca?

- Tylko pół etatu w elitarnym klubie – wypowiedziała to słowo mając świadomość tego, iż kłamstwo ma bardzo, bardzo krótkie nogi.

* * *

Mieszkanie Narcyzy Malfoy było wyjątkowo eleganckie. Stare meble i piękne, wytłaczane tapety czyniły je miejscem przytulnym i wygodnym. Półki były pełne książek i magicznych zdjęć z pięknych czasów.

Sama Narcyza była niezwykłą czarownicą. Zawsze zaangażowana w sprawy społeczne i tak znajdowała czas dla swojego jedynego syna. Dziś właśnie zaprosiła Dracona na kolację. Miała cichą nadzieję, iż przyprowadzi on ze sobą kogoś więcej, dlatego na stole zawsze pojawiało się dodatkowe nakrycie. Czasem zjawiał się Anthony, który uwielbiał jej kuchnię. Jednak nie jego wyczekiwała ona najmocniej.

Dzwonek zadzwonił i kobieta poszła otworzyć swojemu synowi.

- Witaj mamo – Draco pocałował ją w policzek.

- Cześć synku. Czemu sam? – zapytała. – Myślałam, że przyjdzie z Tobą Tony.

- Niestety miał spotkanie służbowe – odpowiedział, siadając przy stole. – Mhm, ale pyszności.

Narcyza uśmiechnęła się. Czas, gdy Lucjusz odszedł z ich życia, stał się najpiękniejszymi, radosnymi chwilami.

* * *

Hermiona wyszła spod prysznica, coraz mocniej się stresując. Wzięła różdżkę i wysuszyła swoje blond włosy. Zrobiła makijaż i ubrała się w czerwoną sukienkę przed kolano. Wiedziała, że wygląda bardzo wyzywająco, jednak taki był cel. Musiała zdobyć pieniądze dla ojca. Za wszelką cenę.

Tak bardzo żałowała wielu sytuacji ze swojego życia, ale nigdy, przenigdy nie chciałaby mieć innych rodziców. Mamę już straciła. Nie pozwoli umrzeć i ojcu, który był jedynym stałym elementem w jej życiu.

Wyszła z mieszkania i teleportowała się w uliczkę przy Dragon Moon. Jak najszybciej opuściła ciemny zaułek i stanęła w krótkiej kolejce do wejścia.

- Powodzenia – szepnęła do siebie.

* * *

- Moja przyjaciółka po raz kolejny została babcią – powiedziała podekscytowana Narcyza, gdy odłożyła list. – To dopiero radość.

Draco spojrzał krzywo na mamę.

- Czy to jakaś insynuacja? – spytał, uśmiechając się do niej.

- Ależ skąd – odpowiedziała, upijając łyk wina. – Naprawdę chciałabym mieć wnuka – rozmarzyła się. – Albo wnuczkę.

- Przyjdzie na to czas – odrzekł Draco, jak zawsze, gdy na wierzch wypływał właśnie ten temat.

- Mam nadzieję – powiedziała sugestywnie Narcyza, szturchając syna.

* * *

Hermiona stanęła pewnie przy barze. Nie miała pojęcia, gdzie ma się kierować, ale kiedy barman ją zauważył, sam podszedł i przeprowadził ją na tyły klubu, do drzwi z napisem „biuro”.

- Powodzenia, ślicznotko – rzekł i odszedł.

Dziewczyna wzięła kilka głębokich oddechów, zapukała i weszła.

* * *

Anthony siedział przy biurku, czekając na nową kobietę. Mieli ze Smokiem niemałe problemy. Brakowało mu konkretnej sztuki, która maksymalnie zadowoli Maxa, a takich było naprawdę mało. Wszystko sprowadzało się do tego, iż Max nie grał czysto. Musieli mieć się na baczności na każdym kroku.

Rozmyślania przerwało pukanie do drzwi, a chwilę potem pojawiła się w nich średniego wzrostu blondynka w krwistej sukience. Tony’emu dosłownie opadła szczęka.

- Dobry wieczór – odezwała się, skupiając swój wzrok na jego twarzy.

- Dobry wieczór – odpowiedział, uśmiechając się zachęcająco. – Usiądź proszę. Jak masz na imię?

- Elizabeth – zdradziła, sadowiąc się naprzeciw niego.

- Rozumiem, że jesteś dziewczyną, która dzwoniła do mnie rano? – spytał, gapiąc się na nią jak w obrazek. Zdążył pojąć, iż rozwiązanie problemów jest w zasięgu ręki. Należy to tylko dobrze rozegrać.

- Tak.

- Wspaniale – odpowiedział. – Pewnie chcesz spytać, na czym to wszystko polega? – Gdy potaknęła, kontynuował. – W tych całych usługach towarzyskich chodzi o to, byś towarzyszyła mężczyznom w spotkaniach, typu: bale, wernisaże, również te prywatne imprezy.

- Rozumiem. Jak ze stawką? –spytała, a Tony prawie podskoczył z radości.

- Od 2000 do 5000 za konkretne spotkanie. Wszystko zależy od tego jakie ono było – odpowiedział, uspakajając się.

- Mogę odejść w każdym momencie?

- Tak, jeśli coś Ci nie odpowiada mówisz o tym mi, bądź Smokowi i rozwiązujemy problem – wytłumaczył. – Smok to mój wspólnik. Będę prosił tylko o Twoje CV.

- Żaden problem, podeślę jeszcze dziś – odpowiedziała, uśmiechając się grzecznie.

- W takim razie dziękuję i do zobaczenia – powiedział i uścisnął małą dłoń swojej nowej pracownicy.


Elizabeth opuściła gabinet, pozostawiając zadowolonego z siebie Anthony’ego w samotności.

________________________________________________
Witam :)
Mam nadzieję, że dzięki temu choć jednej osobie dzień stanie się lepszy.
Pozdrawiam, 
L. ;*